ZNAJDŹ WETERYNARZA

czwartek, 21 Wrzesień 2017 Wersja beta

Jestem propagatorem ozonu

BAD_3328Z lek. wet. Krzysztofem Klimasem, od kilkunastu lat zajmującym się ozonoterapią u zwierząt, członkiem Polskiego Towarzystwa Ozonoterapii, rozmawia Michał Chojnacki.

Czym jest ozonoterapia?

Terapia ozonowa to tak naprawdę terapia tlenowo-ozonowa. Polega na podawaniu pacjentowi dawek ozonu precyzyjnie odmierzonych w zależności od choroby i od gatunku. Ozon podawany jest różnymi metodami, bezpośrednimi lub pośrednimi. Ja te metody podzieliłem troszkę sztucznie, umownie, na ozonoterapię ambulatoryjną, w której musimy mieć odpowiednią aparaturę, i ozonoterapię domową, gdzie możemy stosować różnego rodzaju preparaty – maści, mydła czy płyny. Stosuje się je przede wszystkim w przypadku ran.

 

Czy ozon podaje się też metodą wziewną?

Nie wolno tego robić. Jest to jedyna sytuacja, kiedy ozon jest dla pacjenta toksyczny. Aczkolwiek są takie urządzenia, które tworzą mgłę ozonową. Tego typu terapię stosuje się u ludzi przy leczeniu zatok. Sam nie korzystam z metody wziewnej.

 

Jakie metody stosuje się najczęściej u ludzi, a jakie u zwierząt?

Uczyłem się stosowania ozonu w terapii u ludzi i dopiero potem częściowo przeniosłem to na zwierzęta. Wiele metod jest bardzo podobnych, jak autohemoterapia czy podawanie kroplówek ozonowych. Także podawanie ozonu w formach gazowych bezpośrednio do jam ciała, do macicy i doodbytniczo. Jest to praktyczna metoda, którą zwierzęta bardzo dobrze przyjmują, daje ona naprawdę świetne rezultaty. Jednak przez ludzi, przede wszystkim ze względów kulturowych, doodbytnicze podawanie ozonu nie jest chętnie wybierane.

 

Gdzie uczył się pan ozonoterapii?

O ozonie, o ozonoterapii dowiedziałem się trochę przypadkowo. Zainteresowało mnie jej zastosowanie u ludzi. Pojechałem na Śląską Akademię Medyczną, dzisiejszy Śląski Uniwersytet Medyczny, do profesora Zygmunta Antoszewskiego, prekursora ozonoterapii w Polsce. Na początku profesor traktował mnie trochę z przymrużeniem oka, w końcu byłem lekarzem weterynarii. Myślał, że przyjechałem pooglądać ciekawostkę i zaraz sobie pojadę. Kiedy przekonał się, że zagadnienie ozonoterapii interesuje mnie naprawdę, to wysłał mnie na staż do Koszalina, gdzie uczyłem się stosowania ozonu, oczywiście u ludzi. Po zdaniu egzaminu otrzymałem certyfikat Polskiego Towarzystwa Ozonoterapii. Byłem wówczas pierwszym i wciąż chyba jestem jedynym lekarzem weterynarii w Polsce, który zdobył ten certyfikat.

Po tym zacząłem stosować ozon u zwierząt. Konsultowałem swoją pracę z profesorem Antoszewskim. Wiele dawek zarówno dla małych, jak i dla dużych zwierząt opracowałem sam lub wspólnie z profesorem.

 

Wspomniał pan, że profesor przyjął pana z pewną nieufnością. Czy traktował pana inaczej niż lekarzy medycyny ludzkiej zainteresowanych ozonoterapią?

Profesor Antoszewski miał bardzo duży szacunek dla naszego zawodu. Często podkreślał, że jako lekarze prezentujemy naprawdę wysoki poziom, czasami nawet wyższy niż w medycynie ludzkiej. Był wymagającym nauczycielem. Zawsze opowiadam anegdotę o tym, jak przyjechałem zdawać egzamin. Kiedy profesor w końcu się pojawił, zapytał tylko, czy chciałbym podejść do egzaminu, a na odpowiedź twierdzącą odparł, że w takim razie mogę już wracać do Krakowa, bo dzisiaj i tak mnie obleje. Później nasza wspólna praca znalazła odzwierciedlenie w kilku publikacjach, między innymi w książce pt. „Mały leksykon ozonoterapii klinicznej”, której jestem jednym z autorów. To o tyle zabawna historia, że zostałem tam podpisany jako lekarz medycyny ludzkiej, a nie jako lekarz weterynarii.

 

Kiedy najczęściej stosuje się ozonoterapię?

Ozonoterapia może być metodą z wyboru lub wspomagającą. Najczęściej stosuje się ją w chirurgii, przy leczeniu ran trudno gojących się, zabrudzonych. Tam, gdzie mamy problemy z przetokami, gdzie mamy problemy w stosowaniu antybiotyków, które – jak wiadomo – nie zawsze mogą zostać podane, bo drobnoustroje są na nie odporne, a jak do tej pory nie stwierdzono oporności na ozon. Stąd mamy dość dobre rezultaty w leczeniu ran.

W Polsce została opracowana i była stosowana metoda wypłukiwania pod ciśnieniem ran onkologicznych, w przypadku których były problemy ze stosowaniem tradycyjnych metod leczenia. Ozonoterapia okazywała się skuteczniejsza. Powstała na ten temat praca doktorska.

W ostatnim czasie zacząłem też z powodzeniem stosować ozonoterapię w leczeniu boreliozy psów. Opracowałem dawki oraz drogi podania dożylnego i jak do tej pory mam 100% wyleczeń.

 

Gdzie ozonoterapia się nie sprawdza?

Oczywiście nie jest to lek na wszystko. Są choroby, w przypadku których nie możemy pomóc i tam ozonoterapia też nie zadziała. Jest wiele schorzeń, gdzie nie wiemy jeszcze, jaka dawka będzie dobra, a jaka zła. Mimo że są podstawy teoretyczne do stosowania ozonu przy niektórych nowotworach, to przy wielu nie będzie on działał w ogóle. Choć faktem jest np. to, że u ludzi po ozonoterapii radioterapia daje lepsze rezultaty.

Oczywiście są też przeciwwskazania dla stosowania ozonu. Nie możemy go stosować przy chorobach tarczycy, przy krwawieniach, szczególnie miąższowych. Nie możemy robić tego przy hemofilii. Jest tak, ponieważ ozon, oprócz tego, że działa wirusobójczo, bakteriobójczo i grzybobójczo, wpływa na krwinki i płytki krwi. Powoduje niejako odmłodzenie krwinek. Oddają one tlen, natleniają miejsca chore, co jest bardzo dobre, ale również powodują zmniejszenie zlepiania się krwinek, przez co dochodzi do szybszego krążenia. I w przypadku wynaczynienia czy krwotoków mamy problem z zatamowaniem krwi.

BAD_3467

Czy różne gatunki różnie reagują na ozonoterapię?

Nie zauważyłem żadnej różnicy. Nie ma przeciwwskazań gatunkowych. Sam stosowałem ozon w przypadku leczenia ran u psów, kotów, u koni, także u gryzoni czy gadów.

 

Ile trwa terapia ozonem?

Zależy od choroby. Jeżeli np. mamy trudno gojącą się ranę, to zaczynamy od tego, że opatruję ją w gabinecie. Następnie właściciel dostaje maść, mydło i robi samodzielnie opatrunki w domu. Przychodzi na kontrolę. Jeśli jest potrzeba, podajemy ozon w postaci gazowej, dożylnie czy doodbytniczo.

W przypadku wielu chorób zakaźnych czy wspomnianej boreliozy jest to seria zastrzyków lub kroplówek. Zastrzyki podaje się najczęściej codziennie lub co drugi dzień i musi ich być co najmniej 10-15. To również jest coś, co przeniosłem z medycyny ludzkiej.

Czasami zdarza się jednak, że zastrzyki podaje się dwa razy na dobę. Miałem taki przypadek. Pewna sympatyczna para przyjechała do mnie aż ze Szczecina z psem chorym na boreliozę. Mieszkali w hoteli, więc chciałem im oszczędzić dodatkowych kosztów i kłopotów. Umówiliśmy się więc na zastrzyki co
12 godzin.

 

Pamięta pan przypadki, gdzie ozon dał zaskakujące rezultaty?

Leczyłem kiedyś suczkę ze stwierdzonym ropomaciczem, jej właściciele bardzo chcieli, aby miała małe. Przed histerektomią zaproponowałem im podanie ozonu domacicznie. Chodziło przede wszystkim o to, aby macica była czysta. Okazało się, że suka zaszła w ciążę i urodziła
12 szczeniąt.

Miałem też przypadek konia po wypadku bardzo przykrym dla jeźdźca, który zginął. Koń był w bardzo złym stanie, jego rany, otarcia były tak duże, że standardowe metody leczenia mogły nie dać rezultatu. Zacząłem leczyć go ozonoterapią i udało się, koń żyje do dnia dzisiejszego.

Oznoterapia dała też rewelacyjne rezultaty u innego konia – prawie 30-letniej klaczy Lusi, kupionej przez pewną fundację. Kiedy do niej przyjechałem, już nie chodziła, praktycznie nadawała się do eutanazji. Udało się ją jednak z tego wyciągnąć. Nie twierdzę, że to zasługa wyłącznie ozonu, ale myślę, że wsparcie z jego strony bardzo pomogło. Koń do dzisiaj chodzi.

 

Pana praca, stosowanie ozonu u zwierząt w przypadku braku badań i literatury to w dużym stopniu eksperymentowanie…

Oczywiście. Zarówno jeśli chodzi o ropomacicze, jak i wspominaną kilka razy boreliozę. Ale ja nie jestem naukowcem i nie mam takich możliwości przeprowadzenia badań, jakie istnieją w jednostkach uczelnianych. Jestem lekarzem praktykiem. Nie mam też tylu przypadków, aby na ich podstawie przedstawić wiarygodne statystyki.

Wiele rzeczy musiałem robić sam. Przygotowuję własne preparaty maściowe, zrobiłem też szampon z ozonem dla zwierząt i byłem pomysłodawcą zastosowania ozonu w niektórych kosmetykach.

 

Czy ozonoterapia może zaszkodzić?

Oczywiście. Podając ozon np. drogą oddechową, możemy wywołać zapalenie zwłóknieniowe płuc. Nieodpowiednie, zbyt duże dawki mogą spowodować problemy oddechowe. Jest też przeciwwskazanie w przypadku chorób tarczycy, choć nie ma badań na ten temat, które jasno mówiłyby dlaczego, przynajmniej ja do nich nie dotarłem. Nie wiem więc, jaki wpływ ma ozon przy zaburzeniach hormonalnych wywoływanych przez tarczycę.

 

Czy w Polsce obecnie prowadzone są badania nad zastosowaniem ozonoterapii, które mogłyby odpowiedzieć na to i inne pytania?

Z tego, co wiem, to obecnie w Polsce nikt nie działa w tym kierunku. W Niemczech są dwa duże ośrodki, gdzie prowadzi się bardzo dużo badań na ten temat. Inne, które zajmują się tą tematyką, rozrzucone są po całym świecie, przede wszystkim w: Rosji, Włoszech, USA, Japonii. W Polsce jednego ośrodka referencyjnego, skupiającego lekarzy stosujących ozonoterapię niestety nie ma.

Ale jako kraj nie musimy się wstydzić przed resztą świata, to w Polsce po raz pierwszy ozonoterapia została zastosowana w przypadku powikłań przy zastawkach Pudenza i po raz pierwszy podana do komory bocznej mózgu. Nie doszło do odrzucenia zastawki i nie obserwowano powikłań.

Po śmierci profesora Antoszewskiego w 2007 r. działalność Polskiego Towarzystwa Ozonoterapii trochę podupadła. Mam jednak kontakt z kilkoma chirurgami medycyny ludzkiej, którzy stosują ozon. Wymieniamy się doświadczeniami i planujemy podźwignąć towarzystwo ozonoterapii i je reaktywować.

 

Lekarze medycyny ludzkiej są zainteresowani pana doświadczeniami w stosowaniu ozonu u zwierząt?

Tak, miałem nawet przyjemność konsultacji przy tworzeniu nowego ośrodka stosującego ozonoterapię u ludzi. Poproszono mnie o wykład i o wskazówki przy organizacji placówki.

BAD_3474

Czy ozonoterpia w weterynarii będzie zyskiwać na popularności?

Nie brakuje badań nad ozonem i jego skutecznością u ludzi. Potwierdzona jest również jego nietoksyczność. W przypadku weterynarii najwięcej artykułów dotyczy eksperymentów na zwierzętach doświadczalnych. Jeśli chodzi zaś o opisy przypadków, to mamy zaledwie kilka doniesień, po prostu brak szerokich badań w tym zakresie.

Kiedyś przeciwnicy ozonoterapii przekonywali, że ozon jest substancją obcą dla organizmu. Przeprowadzone w 2002 r. w USA badania wykazały, że niektóre limfocyty wytwarzają nadtlenek wodoru, a w wyniku jego rozpadu powstaje ozon. Czyli okazało się, że jest to substancja, która może powstać w sposób naturalny.

Moim zdaniem wciąż niewielka popularność ozonoterapii wynika nie z niechęci i nieufności do ozonu, ale raczej z kwestii finansowych. Sam musiałem zmodyfikować wiele metod stosowanych u ludzi, aby finansowo odpowiadały realiom weterynaryjnym. Na przykład w autohemoterapii butelka do pobrania krwi kosztuje 60 zł, a worek 100 zł. Człowiek płaci więc ok. 200 zł za jeden zabieg autohemoterapii, a trzeba ich wykonać 10-15. W przypadku psa dojść mogą dodatkowe koszty, np. konieczność sedacji, co w sumie dałoby kwotę, której nikt by nie zapłacił. Dlatego musiałem tę metodę zmodyfikować, użyć innych materiałów, co przyniosło porównywalne efekty, a zredukowało koszty.

Jestem wielkim propagatorem ozonu. I myślę, że wzrost popularności ozonoterapii jest tylko kwestią czasu. W pewnym momencie wejdzie ona w tę naszą medycynę weterynaryjną na dobre, tak jak stało się to w przypadku innych niekonwencjonalnych metod leczenia.

Fotografie: Maciej Ochman | BadCompany

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci