ZNAJDŹ WETERYNARZA

poniedziałek, 18 Grudzień 2017 Wersja beta
Zobacz:
stomatologianews

Po prostu trzeba robić swoje

_MG_3834Rozmowa z lek. wet. Krzysztofem Orlikiem, prezesem Śląskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, współwłaścicielem Kliniki Weterynaryjnej Orka.

Jest Pan praktykiem z wieloletnim doświadczeniem.

Jak widać (śmiech).

Dlaczego tak doświadczony lekarz chce zostać prezesem Izby Lekarsko-Weterynaryjnej?

To nie do końca jest kwestia tylko tego, czy się chce zostać prezesem, czy też nie. Jest to działanie głęboko przemyślane, ale też kwestia konkretnej potrzeby samej Izby. W jej historii jestem dopiero trzecim prezesem. Większość czasu stanowisko to zajmował dr Michał Konopa. Zapewne, gdyby ustawa nie stanowiła o tym, że prezesem można być tylko przez dwie kadencje, to dr Konopa prawdopodobnie dalej by nim był. Uważam, że pełnił to stanowisko bardzo dobrze.

Poglądy poprzedniego prezesa Śląskiej Izby były powszechnie znane. Natomiast Pańskie stanowisko dla wielu lekarzy być może jest jeszcze zagadką.

Stanowisko musi być jedno. Izba nie jest partią polityczną, gdzie nowy człowiek, który przychodzi, wprowadza swoje nowe rządy. Proszę pamiętać, że to, co prezes może, to działać jedynie w obrębie istniejącego prawa. Jest ono już bardzo szczegółowe, choć ciągle trwają prace nad jego udoskonaleniem.

Obowiązują nas ustawy: o zawodzie lekarza weterynarii i izbach lekarsko-weterynaryjnych, o zakładach leczniczych dla zwierząt, a także o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, czy prawo farmaceutyczne. To wszystko są przepisy dość stare, do których uchwalone zostały nowelizacje. Do uchwał istnieją rozporządzenia, których musimy przestrzegać.

Jak trudno praktykowi wejść w rolę administratora, który musi radzić sobie z tymi przepisami?

Jest to nowa rola, ale dla mnie nie było to trudne. Posiadałem już w tym zakresie pewne doświadczenie. W przeszłości byłem kierownikiem Państwowego Zakładu Leczniczego dla Zwierząt, gdzie siłą rzeczy miałem duży kontakt z administracją. Potem przeszedłem ten „okres rewolucji” w zawodzie, kiedy musieliśmy się prywatyzować i bardzo szybko trzeba było zająć się zarządzaniem własnym zakładem. W naszej klinice zatrudniamy obecnie 24 osoby, a ja zajmuję się wszystkimi sprawami administracyjnymi. Dzięki temu przez lata nauczyłem się poruszać pośród różnych przepisów i ustaw.

Czy coś zaskoczyło Pana w byciu prezesem?

Czy zaskoczyło? Raczej nie. Moja praca wygląda nieco inaczej niż praca poprzedniego prezesa, o tyle, że od tego roku mamy swoją izbową siedzibę w Katowicach. Do moich obowiązków doszły więc sprawy związane z administrowaniem tym obiektem – prace remontowe, zatrudnianie fachowców. To jest nowość, tego nie było wcześniej. Dajemy sobie jednak radę. Mamy sprawną Radę i jej członkowie starają się pomagać w maksymalnym stopniu.

W jakim kierunku powinna zmierzać Izba Lekarsko-Weterynaryjna?

Proszę pamiętać, że Izba Lekarsko-Weterynaryjna to nie są tylko lekarze wolnej praktyki, ale też lekarze inspekcyjni. W ostatnim czasie niektóre media niekorzystnie wypowiadały się na temat ich pracy. Dlatego w najbliższej przyszłości będziemy musieli zmierzyć się z tym, jak postrzegana jest weterynaria. Musimy sprawić, by wiedza na temat naszej pracy była pełna, a ogląd prawidłowy. Stąd bardzo dużo pracy ma obecnie Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna, która zajęła się tą sprawą.

Walka z mediami nie jest jednak łatwa. Niezależnie od tego, trzeba przedstawiać nasz zawód w odpowiednim świetle, unaoczniać jego dobre strony i pożyteczne działania. Należy uświadomić ludziom, jak bardzo weterynaria jest potrzebna.

Owszem, nie ukrywam, że są u nas pewne niedociągnięcia. Ma to miejsce w każdym zawodzie. Dzieje się jednak zdecydowanie więcej dobrego niż złego. Sytuacja przedstawiona jednostronnie w jednym z mediów jest nie do zaakceptowania. Wiele aspektów przedstawionych w audycjach jest po prostu kłamstwem.

Czy te doniesienia medialne naprawdę mogą zaważyć w dużym stopniu na tym, jak odbierany jest zawód lekarza weterynarii?

Wydaje mi się, że przede wszystkim my sami jesteśmy nieco przewrażliwieni na punkcie tego, co się o nas mówi. Nie sądzę, aby ogół społeczeństwa aż tak się tym przejmował. Tym bardziej, że te audycje, o których mówiłem, nie mają chyba zbyt dużej oglądalności. Nie możemy jednak pozostać bierni i nie reagować na tego typu sytuacje.

Powtórzmy, na pewno wśród lekarzy zdarzają się złe zachowania i bywa, że dostajemy skargi. Ale to jest naprawdę znikoma część całej naszej działalności.

Co chciałby Pan zmienić w dotychczasowym sposobie funkcjonowania Izby?

Myślę, że potrzeba nam więcej spotkań integracyjnych, przede wszystkim tych na szczeblu regionalnym. Ogólnopolskich i międzynarodowych kongresów, konferencji, sympozjów jest teraz mnóstwo. Brakuje jednak luźniejszych spotkań integracyjnych w mniejszym środowisku. Mogliby w nich uczestniczyć lekarze z terenu np. jednego powiatu. Ważne jest, aby lekarze znali się nawzajem i mogli w razie potrzeby współpracować.

Są także sprawy administracyjne, którymi Izba mogłaby się zająć. 1 października wchodzi w życie obowiązek umieszczania na paragonie z kasy fiskalnej każdej usługi, którą się wykonało. Wrzucili nas do jednego worka ze sprzedawcami sklepowymi i musimy sobie z tym jakoś poradzić. Nie wiem, czy twórcy tego prawa nie wiedzieli, czy nie chcieli wiedzieć, że my każdemu naszemu klientowi na życzenie dajemy wydruk z książki leczenia zwierząt. Tam wszystko jest bardzo dokładnie opisane – zastosowane procedury i podane leki.

My, jako Izba, musimy pokazać naszym członkom, jak radzić sobie ze stosowaniem tego przepisu. Jako instytucja musimy zwracać się do władz, by uzyskać szczegółowe wyjaśnienia każdego nowego zapisu.

Czy lekarze nie powinni uczestniczyć w tworzeniu lub udoskonalaniu prawa?

W tym przypadku zostaliśmy zaskoczeni. Przepis wszedł w życie bez jakichkolwiek konsultacji z nami. Jeżeli chodzi o inne przepisy, to wiem, że będzie nowelizacja ustawy o zawodzie lekarza weterynarii i izbach lekarsko-weterynaryjnych. Ten dokument ma już swoje lata i trzeba go udoskonalić. Jest to projekt poselski, w pracach którego bardzo aktywnie uczestniczy nasza koleżanka dr Dorota Niedziela – jedyny poseł-lekarz weterynarii.

_MG_4451

Jakie cele stawia Pan sobie jako prezesowi?

Uważam, że należy kontynuować to, co było do tej pory. W październiku będziemy organizować tzw. święto weterynarii – integracyjną imprezę o zabawowym charakterze. Na tym skupiam w tej chwili sporo swojej uwagi.

Pojawiają się też sprawy administrowania budynkiem. Niezbędne są drobne prace budowlane. W zależności od tego, ile na to dostanę pieniędzy w budżecie na przyszły rok, to będę wykonywał odpowiednie prace. Żadnych rewolucji w funkcjonowaniu Śląskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej jednak nie zapowiadam. Po prostu trzeba robić swoje.

Czasami pojawia się zarzut o to, że Izba jest oderwana od praktyki. Że administracja nie zawsze idzie w parze z tym, co dzieje się w gabinetach.

Rzeczywiście, nawet jeżeli nie jest to powszechne przekonanie, to jest ono często spotykane. Lekarze nie zawsze dostrzegają to, że Izba jest im potrzebna. Nawet moja żona twierdzi, że świetnie poradziłaby sobie bez niej (śmiech).

Zazwyczaj bywa tak, że dopiero kiedy ktoś ma problem w swojej praktyce i okazuje się, że może zwrócić się o pomoc do Izby, to dostrzega, że taka instytucja jest potrzebna. My naprawdę nie jesteśmy tylko od wyciągania składek.

To wszystko nie jest jednak łatwe. Jeszcze będąc skarbnikiem, zawsze zastanawiałem się, jak Izba ma wyglądać. Kogo ma bronić, w jakim stopniu ma być restrykcyjna wobec lekarza? Niezależnie od tych rozważań i pomysłów nad wszystkim jest jednak prawo, gdzie jasno określone jest, co wolno, a czego nie wolno.

Proszę wyobrazić sobie sytuację, że idziemy na kontrolę do jakiegoś zakładu leczniczego, którego właściciel nie spełnia pewnych warunków. Zaś po drugiej stronie ulicy inny lekarz działa zgodnie z prawem. Jeżeli będziemy ścigać tego pierwszego, to dla niego będziemy złą, restrykcyjną siłą, która śledzi, utrudnia pracę i nie pozwala działać. Jeśli jednak nie zareagujemy, to ten drugi lekarz stwierdzi, że Izba nic nie robi i on niepotrzebnie wydaje pieniądze i trwoni energię, żeby przestrzegać wszystkie przepisy. Zawsze ktoś będzie miał do nas pretensje. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a my musimy działać wg przepisów.

W pierwszej kolejności staramy się lekarzom pomagać. Ale jesteśmy od przestrzegania prawa i podnoszenia usług weterynaryjnych na jak najwyższy standard. Jesteśmy oceniani przez naszych klientów. Jako ludzie wykonujący zawód zaufania publicznego musimy piętnować złe zachowania.

Zdarzają się też sytuacje trudne, gdzie musimy wziąć pod uwagę pewne wyjątkowe okoliczności.

Czy lata praktyki pomagają w rozwiązywaniu trudnych sytuacji?

To bardzo ewoluuje. Mój pogląd na pewne sprawy zmienia się wraz z biegiem czasu. Nie da się przykładać standardów sprzed lat do dzisiejszych realiów. Polska weterynaria ciągle się zmienia i ja staram się te zmiany dostrzegać. Kiedyś USG w zakładzie to była fantastyka naukowa, nie podejrzewaliśmy, że ktokolwiek będzie takie badania wykonywał. Obecnie robimy badania rezonansem magnetycznym, wykonujemy sporo skomplikowanych zabiegów. Klient wymaga, płaci i czyta, co mu powie „doktor Google”. My musimy być na czasie i reagować na zmieniające się warunki.

Jak trudno nadążyć za tymi zmianami?

Weterynaria poszła w ostatnim czasie bardzo do przodu. Jeżeli chodzi o wiedzę, to poziom jest coraz wyższy. Młodsi koledzy są wykształceni, jeżdżą po świecie, znają języki. Moje pokolenie musi się mocno napracować, żeby nie zostać w tyle. Za nami przemawia doświadczenie, lata praktyki, które często pozwalają szybko odpowiedzieć na pytanie, co dolega danemu zwierzęciu. Młodzi mają jednak ogromną wiedzę.

Naprawdę wiele się zmieniło. Pozycja polskiej weterynarii jest coraz wyższa. Jesteśmy liderem, jeśli chodzi o Europę Środkowo-Wschodnią. Polscy lekarze jeżdżą za granicę, gdzie prowadzą wykłady. Kilku z nich zasiada w zarządach europejskich stowarzyszeń.

Myślę, że doganiamy, a w wielu aspektach jesteśmy już na równi z weterynarią zachodnioeuropejską.

_MG_4470Jakie będą najbliższe lata polskiej weterynarii?

Siła jest w ludziach. W tych, którzy działają i doskonalą swoje umiejętności. I to jest przyszłość. Na pewno swoje zrobi konkurencja. Niektóre lecznice będą się rozwijać. Inne nie utrzymają się i lekarze będą musieli szukać dodatkowej pracy.

To jest chyba obecnie największe zagrożenie – że będzie nas za dużo i nastąpi pauperyzacja zawodu. Musimy utrzymać pewien poziom usług, a aby był poziom, to musi być dochód. Konkurencja oczywiście jest niezbędna, ale jeśli będzie nas zbyt wielu, to może dojść do sytuacji, że lekarze będą pracować jedynie na swoje utrzymanie. Nie będą inwestować w rozwój osobisty, w lepszy sprzęt. To jest duże zagrożenie.

W którym kierunku podąży prawo weterynaryjne?

Na pewno duża zmiana szykuje się w Inspekcji Weterynaryjnej. Według założeń ma powstać Inspekcja Bezpieczeństwa Żywności. Weterynaria powinna znaleźć się w niej na głównym miejscu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której szefem tej jednostki nie będzie lekarz weterynarii. Czeka nas duże wyzwanie.

Istotna i dość uciążliwa jest sprawa reklam, możliwości reklamowania swoich usług w mediach. Zakaz reklamy jest dość często łamany, a na takie praktyki nie powinno być miejsca. Uważam, że lekarze powinni konkurować wiedzą i umiejętnościami, a nie kolorowymi plakatami. Uważam, że w tym zakresie istniejące prawo jest dobre. Owszem, w przypadku reklam mogłaby nastąpić pewna liberalizacja, ale powinno to być bardzo przemyślane.

A co z możliwością zamieszczania cenników?

Cennik jest oczywiście różny, w zależności od zakładu, od przypadku, od zwierzęcia i zastosowanych środków. Chciałbym jednak, aby ustalony został cennik minimalny, określający próg, poniżej którego z pewnymi usługami nie można schodzić. To jednak jest nie do zaakceptowania przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jest wolna konkurencja, wolny rynek.

Swego czasu Śląska Izba Lekarsko-Weterynaryjna, jako jedyna, opublikowała taki cennik i zapłaciliśmy za to wysoką karę.

 

Rozmawiał Michał Chojnacki

Zdjęcia: Artur Sroka

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci