ZNAJDŹ WETERYNARZA

niedziela, 23 Wrzesień 2018 Wersja beta
Zobacz:
stomatologianews

Stomatologia zwierząt to moja pasja

Rozmowa z lek. wet. Emilią Klim, zajmującą się stomatologią weterynaryjną, członkinią sekcji stomatologii Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt oraz rezydentką European Veterinary Dental College, na co dzień przyjmującą pacjentów w Gabinecie Stomatologicznym przy Całodobowej Klinice Weterynaryjnej „Puławska”, współpracującą również z przychodnią Animal Center, Bemovet i Animal Care Center w Warszawie. 

 

Skąd to olbrzymie zainteresowanie leczeniem chorób jamy ustnej właśnie u zwierząt?

W moim przypadku można powiedzieć, że zainteresowanie to zrodziło się z miłości do zwierząt i zainteresowania stomatologią ludzką, z którą przygodę rozpoczęłam tuż po ukończeniu liceum. Wówczas podjęłam naukę na kierunku Higiena stomatologiczna, dzięki czemu poznałam standardy leczenia chorób jamy ustnej ludzi. Wiele lat współpracy ze specjalistami stomatologii ludzkiej pozwoliło mi zaznajomić się z najnowszymi technikami wykorzystywanymi w leczeniu zachowawczym, ortodoncji, protetyce, a także chirurgii szczękowo-twarzowej. W międzyczasie dostałam się do Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego na kierunek Medycyna weterynaryjna i już od pierwszego roku studiów planowałam połączyć te dwa kierunki, systematycznie dążąc do realizacji swoich założeń. Wszystko zaczęło się od lektury dostępnej na rynku literatury. Pierwszą fachową książką, którą przeczytałam była „Stomatologia Małych Zwierząt” Cedric’a Tutt’a. Następnie odkrywałam kolejne pozycje, które pochłaniałam w mgnieniu oka. Książki te udowodniły mi, że mój plan ma rację bytu i tym bardziej motywowały do działania. Jama ustna niezależnie od tego czy ludzka czy zwierzęca jest bardzo fascynująca, to tutaj znajduje się początek układu oddechowego i pokarmowego, dlatego jej zdrowie ma kluczowe znaczenie dla zdrowia całego organizmu.

 

Jak zostać specjalistą od chorób jamy ustnej dla zwierząt? Czy trzeba mieć do tego specjalne predyspozycje?

W Polsce nie ma specjalizacji dedykowanej stomatologii weterynaryjnej. Aby stać się specjalistą w tej dziedzinie należy przystąpić do programu kształcenia w europejskim bądź amerykańskim college’u stomatologii weterynaryjnej, które oferują odpowiednie ścieżki edukacyjne. W naszym kraju jedyną osobą posiadającą tytuł specjalisty w dziedzinie stomatologii weterynaryjnej jest dr Jerzy Gawor z krakowskiej lecznicy „Arka”, którego mam zaszczyt nazywać swoim mentorem, ponieważ to właśnie pod jego nadzorem realizuję program rezydentury w European Veterinary Dentistry College. Dopiero po ukończeniu pięcioletniego programu, zdaniu egzaminu praktycznego oraz teoretycznego, będę mogła określać się mianem specjalisty w dziedzinie stomatologii weterynaryjnej. Przede mną, więc jeszcze dużo wyzwań, ciężkiej pracy, ale też idącej w parze z nimi satysfakcji, dlatego proszę trzymać kciuki.

 

Stomatologia ludzka przeżywa obecnie ogromny rozkwit, wprowadza się coraz nowocześniejsze techniki leczenia, czy ma to również przełożenie na stomatologię u zwierząt?

Aby móc przełożyć standardy stomatologii ludzkiej na weterynaryjną należy najpierw dokładnie poznać anatomię, fizjologię i patofizjologię naszych czworonożnych pacjentów. Dopiero wtedy można wdrożyć odpowiednie leczenie wzorowane na stomatologii ludzkiej. Oczywiście wymaga to także odpowiedniego wyposażenia gabinetu w sprzęt. Unit stomatologiczny, rtg stomatologiczne, cyfrowy system wywoływania zdjęć, aparat do anestezji oraz monitoringu pacjenta podczas znieczulenia ogólnego i narzędzia stomatologiczne, często ze względu na różnice anatomiczne przystosowane tylko dla pacjentów weterynaryjnych, to niestety dość drogie minimum, ale dopiero wówczas możliwe jest przeprowadzenie zabiegów z dziedziny endodoncji (leczenia kanałowego), protetyki, periodontologii, ortodoncji bądź chirurgii, o których zwykle myślimy w kontekście ludzkich pacjentów.

 

 

Jak ocenia Pani poziom wiedzy na temat profilaktyki leczenia jamy ustnej zwierząt wśród ich właścicieli?

Społeczność właścicieli zwierząt jest bardzo zróżnicowana. W swojej praktyce spotykam opiekunów, których potrafi zaniepokoić każdy najdrobniejszy szczegół, pojawiający się w jamie ustnej ich pupila. Są to ludzie świadomi istoty profilaktyki i zapobiegania chorobom jamy ustnej, a także wpływu zdrowia jamy ustnej na pozostałe narządy takie jak serce, wątroba czy nerki. Opiekunowie Ci zazwyczaj zaangażowani są w higienę jamy ustnej swoich pupili, a wizyty kontrolne traktują jak obowiązek wynikający z odpowiedzialności za posiadane zwierzę. Drugim przykładem są właściciele, których niepokoi przykry zapach z pyszczka, obfity kamień nazębny, ukruszony ząb, bądź zaczerwienienie dziąseł czyli objawy pozwalające jeszcze na wdrożenie leczenia zachowawczego. Niestety dość często spotykam również opiekunów, dla których opieka stomatologiczna kojarzy się z fanaberią, dobrem ekskluzywnym, którego z ich punku widzenia podopieczny nie wymaga. Najczęściej właściciele Ci trafiają na konsultację stomatologiczną wtedy kiedy zwierzę przestaje już jeść bądź krwawi z pyszczka, a leczenie może opierać się już tylko na ekstrakcji większości lub w skrajnych przypadkach, wszystkich zębów.

 

Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się właściciele zwierząt?

Najczęściej zgłaszanym przez opiekunów problemem jest przykry zapach z pyszczka, obfity kamień nazębny, ślinienie się, zaczerwienienie dziąseł, brak apetytu, opuchlizna tkanek miękkich pyska, ale także złamanie zęba, urazy struktur kostnych doznanych w wypadkach komunikacyjnych bądź wynikających z pogryzienia. Często są to również pacjenci z niedorozwojem twardych tkanek zębów, bądź wadami zgryzu będącymi przyczyną tak zwanego zgryzu urazowego.

 

Czy coś należałoby zrobić w zakresie uświadamiania właścicieli czworonogów?

Każdy lekarz weterynarii powinien mieć choć podstawową wiedzę z zakresu stomatologii i umieć określić stan jamy ustnej pacjenta. Na tej podstawie lekarz powinien zaproponować właścicielowi program opieki stomatologicznej dopasowany do potrzeb jego pupila. Badanie jamy ustnej jest nieodłącznym elementem badania klinicznego, które powinniśmy wykonać podczas każdej rutynowej wizyty, na przykład przy okazji szczepień profilaktycznych. To my, lekarze weterynarii, powinniśmy edukować opiekunów i informować ich o tym jakie są możliwości leczenia, ponieważ na stomatologię nie składa się tylko i wyłącznie usuwanie zębów bądź kamienia. Powinniśmy umieć zaprezentować techniki mycia zębów, dobrać odpowiednie produkty do higieny jamy ustnej i przede wszystkim kompetentnie wytłumaczyć dlaczego lepiej zapobiegać niż leczyć.

 

Zdobyła Pani szereg doświadczeń praktykując w Polsce i za granicą, czy jest coś co Panią szczególnie zaskoczyło lub zainspirowało podczas zagranicznych praktyk? Co warto byłoby przełożyć na polski grunt?

Przede wszystkim traktowanie stomatologii jako ważnej, odrębnej dziedziny medycyny weterynaryjnej. W Polsce nadal spotykam się z traktowaniem stomatologii jako czegoś, co może mieć miejsce „przy okazji”. Ja na przykład tylko w wyjątkowych przypadkach mogę zgodzić się na proponowanie zabiegu stomatologicznego przy okazji innych zabiegów chirurgicznych. Na zabieg stomatologiczny składa się dokładne badanie kliniczne pacjenta w świadomości, następnie już w znieczuleniu ogólnym badanie stomatologiczne, w którym ocenia się tkanki miękkie jamy ustnej, struktury przyzębia oraz zębów, a także wykonuje radiogramy całego uzębienia i dopiero na podstawie zebranych informacji ustala oraz wdraża program leczenia. Ponieważ wszelkie zabiegi stomatologiczne u zwierząt muszą być bezwzględnie wykonywane w znieczuleniu ogólnym, taka procedura musi być wykonywana sprawnie, w odrębnym i dokładnie zaplanowanym czasie, tak aby zwierzę zostało w pełni zdiagnozowane i zaopatrzone.

Drugą rzeczą, o której w Polsce zaczyna się coraz szerzej mówić są ubezpieczenia zdrowotne zwierząt, które na przykład w Stanach Zjednoczonych są powszechnie oferowane. Myślę, że zagwarantowanie w pakiecie ubezpieczeniowym, kosztów chociażby wizyt kontrolnych czy ewentualnych zabiegów profilaktycznych, skłoniłoby opiekunów do częstszych wizyt u lekarzy weterynarii i tym samym zmotywowało do zaangażowania swojego czasu i sił także w bezpośrednie dbanie o higienę jamy ustnej podopiecznych.

 

Ma Pani również doświadczenie w leczeniu dzikich zwierząt, czym różni się taka praca od pracy ze zwierzętami udomowionymi?

Rzeczywiście podczas stażu klinicznego w Phoenix, w Arizonie, miałam przyjemność asystować przy zabiegu leczenia endodontycznego kła geparda oraz usuwać kamień nazębny u pumy przed zabiegiem ekstrakcji części zębów, podczas stażu w San Diego, w Californii. Praca ta z całą pewnością różni się poziomem uwalnianej adrenaliny. To niesamowite przeżycie, kiedy stoi się tak blisko dzikiego zwierzęcia, którego łapę można wziąć w dłoń, podrapać go za uchem, albo obejrzeć z bliska zęby. Praca ta przede wszystkim jednak wymaga mobilizacji większego niż zwykle zespołu. Tutaj nie ma miejsca na chwilę roztargnienia, czy zamyślenie, które mogłyby spowodować błąd, a pomyłka na przykład przy znieczuleniu, mogłaby być bardzo niebezpieczna i to zarówno dla lekarzy, jak i samego pacjenta. Lecząc dzikie zwierzęta trzeba być przygotowanym na wszystko, nigdy nie da się przewidzieć z jakim problemem trafi nasz pacjent.  Zespoły, więc najczęściej ściśle dzielą się na część anestezjologiczną oraz stomatologiczną, a każdy dokładnie wie za co odpowiada i co należy do jego obowiązków.

 

 

Czy mogłaby Pani opisać najciekawszy przypadek, z którym miała Pani do czynienia w swojej praktyce?

Dla mnie każdy przypadek jest ciekawy, ponieważ wymaga indywidualnego podejścia i składa się na bagaż bezcennych doświadczeń natomiast chyba najbardziej zapadł mi w pamięci po prostu mój pierwszy pacjent, którego miałam okazję przyjmować już kilka lat temu i dosłownie kilka dni temu. Shogun to Owczarek Belgijski Groenendael, który po raz pierwszy trafił do mnie na uzupełnianie ubytków w zębach, spowodowanych bardzo aktywnym trybem życia pieska. W zeszłą sobotę spotkałam się z dwunastoletnim już Shogun’em i choć wizyta niestety skończyła się ekstrakcją zębów objętych chorobą przyzębia, to w tym spotkaniu po latach było coś magicznego… Być może świadomość upływu czasu, inne spojrzenie na samą siebie kiedy zaczynałam pracę i moment w którym jestem teraz, kiedy dalej realizuję marzenia. Być może nie jest to najciekawszy „przypadek” kliniczny, ale na pewno pacjent którego zawsze będę pamiętać.

 

Jak Pani widzi przyszłość stomatologii weterynaryjnej, w jakim kierunku będzie się ona rozwijać?

Myślę, że ogólnie medycyna weterynaryjna podlega trendowi do specjalizowania się. Uważam, że to najlepsze co może spotkać naszych pacjentów. Osobiście, nie wyobrażam sobie iść do jednego lekarza medycyny ludzkiej, który wykona echo serca, zrobi usg brzucha, przebada ortopedycznie, wykona pełne badanie okulistyczne i przy okazji zaszczepi, już nie wspomnę o zoperowaniu, albo leczeniu zęba. Podobnie powinno być z nami – lekarzami weterynarii. Każdy z nas ma pewne predyspozycje i zainteresowania, które powinien w pełni wykorzystać do własnego rozwoju. Myślę, że stomatologia będzie się dalej rozwijać w miarę wzrostu świadomości i oczekiwań opiekunów. Każde pytanie „czy możemy zrobić coś więcej?” powinno być traktowane poważnie i motywować nas do znalezienia na nie odpowiedzi.

 

 

Wszystkich zainteresowanych stomatologią weterynaryjną zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej:

www.stomatologweterynaryjny.pl

lub Facebooka: Emilia Klim – stomatologia weterynaryjna

Warto również śledzić Instagram, gdzie publikowane są ciekawe przypadki stomatologweterynaryjny

 

 

 

 

Opracowanie:

Małgorzata Kaczor

Zdjęcia:

lek. wet. Emilia Klim

 

 

 

 

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci