ZNAJDŹ WETERYNARZA

sobota, 19 Sierpień 2017 Wersja beta
Patronat:
6media

Tiergarten Schönbrunn

Pierwsza w Europie panda poczęta drogą naturalną. Pierwsze na świecie słoniątko spłodzone dzięki inseminacji mrożonym nasieniem. Pierwsze w historii rozmnożenie Rhizostoma luteum, meduz tak rzadkich i tajemniczych, że ich przetrwanie w głębinach Morza Śródziemnego przez wiele lat budziło ogromne wątpliwości. Wydawać się może, że czego się nie dotkną pracownicy wiedeńskiego zoo, to przynosi sukces. Jednoznacznie potwierdza to nie tylko zasadność wielokrotnie przyznawanego ogrodowi tytułu najlepszego zoo w Europie, ale i niebagatelnej roli w ochronie przyrody, jaką od kilkudziesięciu lat starają się realizować tego typu placówki na całym świecie.

Tiergarten Schönbrunn, najstarszy działający ogród zoologiczny na świecie, w zjawiskowy sposób łączy swą historyczną spuściznę z najnowszymi rozwiązaniami technologicznymi, nowoczesną architekturą, a przede wszystkim najświeższą wiedzą dotyczącą biologii, behawioru i hodowli utrzymywanych w nim zwierząt, tworząc nie tylko niezwykłą atrakcję turystyczną, ale i światowej klasy ośrodek konserwacji przyrody.

Kiedyś

Historia wiedeńskiego ogrodu zoologicznego zaczęła się w lipcu 1752 roku, kiedy to cesarz Franciszek I po raz pierwszy zaprosił do swej przypałacowej menażerii gości. Lesista okolica od dłuższego już czasu była wykorzystywana jako cesarskie tereny łowieckie, gdzie oprócz rodzimej zwierzyny płowej arystokracja okazjonalnie mogła zapolować na bardziej egzotyczne trofeum lub pospacerować po parku pełnym pawi i kolorowych kaczek. Architekt Adrian van Stekhoven miał za zadanie okiełznać tę chaotyczną kolekcję, tak, by każdy gość carskiej letniej rezydencji mógł nacieszyć oczy niezwykłą różnorodnością stworzeń tej ziemi.

Centralnym punktem ogrodu stał się ośmiościenny, barokowy Kaiserpavillon, otoczony promieniście zbiegającymi się wokół niego trzynastoma wybiegami. Ta nietypowa koncepcja przetrwała do dziś. Podobnie jak sam barokowy pawilon, gdzie wciąż można zamówić królewskie śniadanie, arystokratyczny lunch, cesarski deser i kawę po wiedeńsku. Z widokiem na zebry, gepardy, flamingi czy pandy małe.

O rozwój wiedeńskiego zwierzyńca dbał również cesarz Józef II, który osobiście wybrał się na ekspedycję w afrykańskie ostępy, by wzbogacić przypałacową kolekcję o nowe gatunki. Czy faktycznie motywowała go chęć wzbogacenia o nowe okazy prywatnego zoo, czy potrzebował pretekstu, by wyrwać się ze stolicy na spektakularne polowania, nie wiadomo. W 1828 roku wrócił do Wiednia z żyrafą. Pierwszą austriacką żyrafą, która natychmiast podbiła serca wiedeńskiej publiczności, stając się ulubienicą tłumów, inspiracją miejskich elegantek i muzą lokalnych artystów. Mimo tak wielkiej admiracji żyrafa niedługo cieszyła się egzystencją tropikalnej gwiazdy nad pięknym, modrym Dunajem.

Z większymi sukcesami utrzymywano słonie. W 1906 roku Schönbrunn ZOO świętowało narodziny pierwszego słoniątka w Europie.

Dwa lata po śmierci ostatniego austriackiego cesarza menażeria wraz z całym kompleksem parków, palmiarnią i pałacem stała się własnością świeżo proklamowanej republiki. Licząca 1441 pokoi barokowa rezydencja Schönbrunn, słynąca z sal zdobionych sztukaterią krytą 24-karatowym złotem, została przekształcona w muzeum. Zoo kontynuowało swoją działalność, borykając się z coraz trudniejszą sytuacją finansową. Potężnym ciosem dla ogrodu była pierwsza wojna światowa – na skutek problemów z zaopatrzeniem w żywność liczba zwierząt spadła z ok. 3,5 tys. do 900 osobników.

Katastrofalna okazała się II wojna światowa, podczas której znaczna część infrastruktury ogrodu została zniszczona wskutek bombardowań. Głód, ucieczki i odstrzał zwierząt zredukowały kolekcję do zaledwie 400 osobników. W 1992 roku stojący na skraju bankructwa Tiergarten Schönbrunn został sprywatyzowany, a władzę nad nim na kolejne 22 lata przejął Helmut Pechlaner, ówczesny wiceprezes austriackiego oddziału WWF.

Dziś

Dziś po finansowych problemach wiedeńskiego zoo nie ma nawet śladu. Przynajmniej z perspektywy zalewających go co dzień, bez względu na pogodę, zwiedzających.

Schonbrunn Tiergarten zdaje się hołdować dwóm nadrzędnym zasadom: łączyć tradycję i nowoczesność oraz zwierzęta na wybiegach. Pierwszy przypadek jest zarówno wyborem, jak i koniecznością. Kto miałby odwagę burzyć barokową spuściznę zoo? Miejsce na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, gdzie ogród figuruje od 1996 roku,
wraz z całym kompleksem pałacowym Schönbrunn również zobowiązują. Dlatego swój koloryt zawdzięcza zoo nie tylko zieleni drzew, ale i stonowanej żółci zabytkowych budynków – budyniowo-pastelowej żółci, znanej i akceptowanej na ścianach pałaców, dworków i kamienic starówek, która tu może wywoływać pewien dysonans poznawczy i lekkie wątpliwości nad estetyczną oceną końcowego efektu. Kto to widział leniwce śpiące w konarach martwych drzew pod sufitem salki do złudzenia przypominającej stary dworzec? Czekają na swoją podróż w czasie? Można by się bać, że taki leniwiec, dla zabawy, z wysokości, zapaskudzi głowy sunących poniżej lub przysiadających na ławeczkach zwiedzających. Jednak leniwce to łagodne i przyjaźnie usposobione zwierzęta, swoje potrzeby fizjologiczne załatwiają raz w tygodniu, schodząc w tym celu na ziemię. Żadnych obaw, żadnych ataków czy dyshonorów…. Poczekalnia leniwców jest prawdziwą poczekalnią, gdzie zatrzymujemy się przed czekającą nas podróżą w czasie i przestrzeni. Łączy dwie sale wolnych lotów. Suchą, gorącą sawannę zamieszkiwaną przez żołny, wikłacze ogniste, zjawiskowe wdówki rajskie i niepozorne szlarniki oraz salę tropikalnych lasów Ameryki Południowej – ciemną, zieloną i na tyle gęstą, że – jak w prawdziwej dżungli – trudno wypatrzyć jej mieszkańców.

Stare budynki i wybiegi w symetrycznym, uporządkowanym i zadziwiającym kształcie koncentrycznie zbiegających się kawałków tortu bioróżnorodności w dalszych częściach zoo sąsiadują z dziełami nowych inwestycji. Na 250. rocznicę istnienia ogród podarował sobie Regenwaldhaus – gigantyczną szklarnię, zamykającą w sobie fragment górskiego stoku porośniętego tropikalnym lasem deszczowym. Bez względu na porę roku i pogodę na zewnątrz mieszkające tu wyderki orientalne, nietoperze owocowe i kilkanaście gatunków ptaków żyją w tropikalnym, przesiąkniętym wilgocią upale. Jest gorąco i mgliście. Gęsta roślinność lśni od rosy, pod szklanym dachem nietoperze biją ogromnymi skrzydłami, a ścieżka wije się wśród pni, konarów, lian i gałęzi… Tropikalnych lasów deszczowych żadną miarą nie da się „udać” czy podrobić, ale mimo to efekt jest imponujący.

Kilkadziesiąt metrów dalej można przenieść się ze strefy równikowej do okołobiegunowej oraz z jednej ogromnej atrakcji do drugiej. Polarium i Franz Jozef Land. Pawilon, gdzie dzięki interaktywnej wystawie można poznać zagrożenia, jakie dla środowiska i niedźwiedzi polarnych niesie globalne ocieplenie, a przy odrobinie szczęścia – poobserwować pływające olbrzymy. Franc Jozef Land jest liczącym 1700 m2 wybiegiem zewnętrznym dla dwóch niedźwiedzi polarnych. To bardzo wymagający mieszkańcy zoo. Wielkie, inteligentne drapieżniki. W naturze wieczni nomadzi śnieżnych bezkresów. Zapewnienie im warunków ograniczających nagminnie pojawiające się zachowania stereotypowe jest ogromnym wyzwaniem. W Wiedniu na kawałeczku swojej ziemi niedźwiedzie mają skały, stoki, łączki i strumyki, kilka basenów ze słoną i słodką wodą. Jak dumnie informuje strona internetowa ogrodu – zestaw nowoczesnych filtrów pozwala, by wodę w liczącym 630 tys. litrów basenie wymieniać raz do roku. Ekologiczna i ekonomiczna gospodarka surowcami i finansami jest podkreślana na każdym kroku.

Pawilonem, który trzeba zobaczyć, jest również Krokopavillon wraz z przylegającymi doń akwarium i terrarium. To tu rezyduje najstarsza mieszkanka zoo – żółw olbrzymi Schrulii. Tu można obejrzeć niezwykle rzadką jaszczurkę krokodylową, krokodyla, nad którego głową niczym w bajkach Disneya unoszą się chmary egzotycznych motyli, a przez ogromne okno obserwować flamingi karmazynowe, wdzięcznie spacerujące po drugiej stronie szyby. Wisienką na torcie akwarystycznych atrakcji jest akwarium – tunel imitujący amazońską rzekę z ogromnymi arapaimami przepływającymi nad głowami zwiedzających.

Konsekwentnie realizowana strategia ekspozycji łączonych nigdzie nie prezentuje się tak pięknie jak na pampie. Południowoamerykańska, przestronna ekspozycja jest domem wigonii, nandu, tapirów anta, kapibar i mrówkojadów. Mrówkojady mają do swojej dyspozycji termitierę – openbar na mrówkojadzią paszę – która w warunkach ogrodów zoologicznych praktycznie nigdy nie składa się z samych mrówek i termitów, ale odpowiednio zaserwowana pozwala na konsumpcję tradycyjnym dla mrówkojadów sposobem. Pozostałe zwierzęta pokojowo dzielą między siebie trawiastą przestrzeń i paśniki, stanowiąc atrakcję zarówno dla odwiedzających, jak i siebie nawzajem.

Obecnie wiedeńskie zoo jest domem ponad 8 500 zwierząt z 700 gatunków. Mając na uwadze cudowną różnorodność form życia na ziemi, można pomyśleć, że to nie jest aż tak wiele. Kolekcja skomponowana jest jednak w sposób doskonale odzwierciedlający zachwycające bogactwo przyrody. Zwiedzając wiedeński ogród zoologiczny, w którymś momencie może zacząć nam brakować gatunków na faunistycznej „liście życzeń”. Oczywiście, że są słonie, konie, nosorożce, lwy, tygrysy i żyrafy. Są flamingi, krokodyle, strusie, mrówkojady i renifery. Są też tary, mhory, desurysy, arapaimy, pandy wielkie i małe, wielkomyszy i koale… I co najważniejsze – nie jest to barwna zbieranina turystycznej menażerii, ale prężnie działający ośrodek edukacji i ochrony przyrody.


Autorka:

lek. wet. Anna Bunikowska

 

 

Przejdź do następnej strony

Najnowszy numer

Nasi klienci