ZNAJDŹ WETERYNARZA

czwartek, 21 Wrzesień 2017 Wersja beta

Zoo w Mieście Lwa

Singapur. Jedna ze światowych stolic finansjery. Kraj przepychu, biznesu i wielkomiejskiego high-life’u. Drogie samochody, drogie butiki, drogie restauracje. Przemysł transportowy. Przemysł petrochemiczny. Przemysł turystyczny. W państwie wielkich pieniędzy i wielkich oczekiwań, stłoczonych na maleńkiej powierzchni 700 km2, wszystko jest inwestycją mierzącą w wielki sukces. Singapore ZOO nie jest wyjątkiem. To duma miasta. I jeden z najpiękniejszych ogrodów zoologicznych na świecie. 

Historia niepodległości Singapuru zaczyna się w 1965 roku, kiedy to rząd Federacji Malezji jednogłośnie zdecydował o wydaleniu problematycznej wyspy z państwa. Wolność za karę. Czy żałowali? Być może. W ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat targany etnicznymi konfliktami port przeładunkowy zmienił się z awanturniczej mieściny w jedno z najbogatszych państw świata, azjatycką potęgę gospodarczą stopniem rozwoju ustępującą jedynie Japonii.

Doskonałe położenie geograficzne, trafne decyzje polityczne, korzystny system podatkowy, a może niemal szwajcarsko pobłażliwa dyskrecja banków? Cokolwiek okazało się kluczem do gospodarczego sukcesu, odpowiada dziś za stworzenie oszałamiającej metropolii wirtuozersko łączącej azjatyckość z europejskością, demokrację z dyktaturą, XXI wiek ze średniowieczem.

Miasto Lwa

Azjatyckie miasto, chodniki są czyste, przestrzeń publiczna planowo zagospodarowana, a ruch drogowy zgodny z powszechnie znanymi i akceptowanymi przepisami, nie zaś hołdujący typowo azjatyckim imperatywom: „chaos”, „szybkość, „siła”. Demokracja, w której od blisko 50 lat głosowania nieprzerwanie zwycięża jedna i ta sama partia, a premierem rządu jest syn pierwszego w historii premiera Singapuru. Kraj imponujących drapaczy chmur ze szkła i stali, którego obywatele poruszają się największą na świecie, w pełni zautomatyzowaną siecią metra, gdzie jednocześnie kary cielesne w postaci chłosty bambusowym drągiem są na porządku dziennym. Państwo setek absurdalnych zakazów (od zakazu dokarmiania łabędzi w parku po zakaz żucia gumy), w którym wolność wyznania jest fundamentalnym prawem każdego obywatela.

Centrum Singapuru ocieka bogactwem. Jest to splendor godny zwiedzania na tej samej zasadzie, dla której turyści błąkają się po kolorowych starówkach miast Europy czy podziwiają przepych Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie. Tu podziwia się wystrojoną współczesność. Turystyka kwitnie. Światowej klasy kasyna, światowej sławy hotele, ekskluzywne butiki światowej sławy projektantów, szkło, marmury, ogrody z oświetleniem rodem z „Avatara”, rzeźby, fontanny, limuzyny. Bogactwo przeplatane maleńkimi domkami urzekającej dzielnicy arabskiej, chaotycznej, kolorowej Little India, ciężkiej od ton złota i woni kadzidełek, czy zatłoczonego królestwa tysięcy straganów China Town.

Singapore ZOO

Singapore ZOO uważane jest za jedną z największych turystycznych atrakcji miasta, którą absolutnie trzeba zobaczyć. Dziewięciokrotny zwycięzca Best Leisure Attraction Experience w konkursie organizowanym przez Singapore Tourism Board, co roku jest odwiedzany przez ponad 1,6 mln osób.

Eksponowanie egzotycznych zwierząt okazało się być na tyle dochodowym biznesem, że z czasem do założonego w 1973 roku zoo dołączyły Night Safari Park oraz River Safari Park, tworząc unikalną triadę, dostarczającą atrakcji i informacji niemal na każdy temat związany z fauną lądów tego świata o każdej porze dnia i nocy. Wszystkie ogrody, jak również leżący w innej części miasta Jurung Bird Park, należą do Wildlife Reserves Singapore.

Położony malowniczo na brzegu Upper Seletar Reservoir, na obrzeżach miasta, ogród dzień w dzień, bez względu na równikowe ulewy i upały, odwiedzają tysiące zwiedzających. Bilet wstępu kosztuje 32 SGD, czyli ok. 86 zł. Nie jest tani, ale w Singapurze tanie są jedynie tandetne bibeloty na straganach i obiady w jadłodajniach China Town. Ceny wstępu do pozostałych atrakcji utrzymują się na podobnym poziomie. Pewnym rozwiązaniem dla szukających oszczędności amatorów podziwiania egzotycznych zwierząt jest Park Hopper Special, czyli tygodniowy karnet umożliwiający wizytę w każdym z parków. Czy warto?

Singapore ZOO to 26 hektarów gęsto zarośniętego, tropikalnego parku, bardziej przypominającego okiełznaną dżunglę niż miejski teren zielony. Na tym obszarze żyją przedstawiciele ponad 315 gatunków zwierząt: od żyrafy po niedźwiedzia polarnego, choć tutejsza kolekcja bynajmnej nie jest przypadkowa. W głównej mierze koncentruje się na faunie lasów deszczowych. Zobaczymy tu szympansy i orangutany, pigmejki i nosacze, tygrysy i koty bengalskie, nietoperze owocowe i kanczyle, wyderki orientalne i hipopotama karłowatego, tapiry i babirusy. Wszystko to na przestronnych, naturalistycznych wybiegach, o subtelnych bądź zręcznie maskowanych barierach. W Singapore ZOO iluzja wolności jest jednym z nadrzędnych celów estetycznych. Tu nie ma krat i siatek, niepotrzebnych skojarzeń z więzieniem. Fosy, rzeki, wodospady, niepozorne płotki i szyby – to najpopularniejsze sposoby ograniczania wybiegów. Monumentalne woliery są najbardziej zjawiskowe. Największą z nich jest Fragile Forest, mająca sprostać trudnemu zadaniu pokazania lasu deszczowego w całej jego dzikiej złożoności.

Fragile Forest to wycieczka przez dżunglę. Krzyczą cykady i papugi. Szumi malowniczy strumyczek. Podszyt jest gęsty – ciemnozielona ściana krzaków, w których zaroślach kryją się kanczyle. Korońce zrywają się z łopotem skrzydeł. Motyle szybują delikatnie w gęstym, wilgotnym powietrzu. Nietoperze kłócą się o kawałki owoców i przelatują na wygodniejsze gałęzie. Lemury katta biegają po tarasie widokowym. Ptaki, jaszczurki, owady – wszystko to gdzieś tu jest, co wypatrzysz, to twoje. Zwierzęta nie są podane na pustej betonowej tacy. Trzeba się postarać, żeby je zobaczyć.

Największą bodaj dumą zoo jest stado orangutanów. Oficjalnie orangutany żyją wolno i swobodnie na terenie parku. Jeśli przyjrzeć się uważniej drzewom otaczającym ich królestwo, można dopatrzyć się barier, niepozornych, lecz najwyraźniej skutecznie zniechęcających małpy przed dalszymi eskapadami. Wciąż jednak żyją na drzewach pośrodku parku. Bez żadnych fos, krat i płotów. Wędrują w koronach drzew, po gałęziach, linach i przygotowanych dla nich platformach nad ścieżkami i restauracjami. W centrum ich włości wybudowano platformę widokową dla turystów. Gdy przyjrzeć się z boku zgrai uzbrojonych w aparaty ludzi, zgromadzonych na małym drewnianym tarasie, otoczonych przez stado ciekawskich, bujających się na gałęziach małp, przez moment można zwątpić, kto dla kogo jest tu atrakcją.

Oczywiście w Singapore ZOO można również podziwiać ikony afrykańskiej sawanny: lwy, zebry, nosorożce czy żyrafy, bez których na dobrą sprawę ciężko wyobrazić sobie atrakcyjny ogród zoologiczny. Ekscentryczną wisienką na torcie afrykańskiej bioróżnorodności oraz estetycznie kontrowersyjnym wyborem jest ekspozycja golców – ślepych, łysych, nieprzeciętnie szpetnych gryzoni z rodziny kretoszczurów. Wydawać by się mogło, że próba pokazania światu zwierzęcia niemal nigdy niewychodzącego spod ziemi jest wyjątkowo nietrafionym pomysłem, lecz przeszklone nory i korytarze mieszkających w Singapurze golców pozwalają przyjrzeć się ich niezwykłemu życiu i być może jeszcze bardziej niezwykłej fizjonomii.

Co w tym ciepłolubnym towarzystwie robi niedźwiedź polarny? Może to właśnie on odpowiada za „egzotyczność” zoo. W końcu słoń w tej części świata nie jest aż tak wielką atrakcją. Inuka, bo tak nazywa się niedźwiedź, mieszka w klimatyzowanym pawilonie „Tundra”, po sąsiedzku z rosomakami i jenotami japońskimi. Inuka w grudniu zeszłego roku skończył 24 lata, co celebrował, pożerając wielki tort z lodu i ryb. Przyszedł na świat w Singapurze i jest pierwszym urodzonym w tropikach niedźwiedziem polarnym na świecie. Jego sierść ma nieco kompromitująco zielony odcień, lecz gdy pływa w swoim ogromnym basenie, wyławiając rzucane mu przez opiekuna ryby, wygląda wspaniale. Pomysł zaaranżowania karmienia w formę turystycznej atrakcji jest zaś w ogrodzie szeroko stosowany. W informatorach i przy wybiegach zwierząt można znaleźć informacje, co i kiedy jest karmione. Show połączone jest z opowieścią o danym zwierzaku, jego gatunku, środowisku, zagrożeniach i formach ochrony, niby niezobowiązująco i wesoło, ale interesująco i edukacyjnie.

River Safari Park

O ile tropikalny las deszczowy pełen duków, tygrysów i orangutanów jest pasjonującym tematem na każdej szerokości geograficznej, o tyle stworzenie ogrodu zoologicznego poświęconego ekosystemom rzek wydaje się być inwestycyjnym samobójstwem. River Safari Park jest pierwszym tego typu ogrodem w Azji. Co roku odwiedza go ponad 800 tys. ludzi. Ilu z nich wybiera się tam tylko dla Jia Jia’i i Kai Kai’a – pand wielkich – nie wiadomo. Czy są jednak największą atrakcją parku? Niekoniecznie. Sercem i największą dumą pracowników ogrodu jest pawilon Amazon Flooded Forest z największym na świecie słodkowodnym akwarium, domem dla stada manatów, arapaim, srebrnych arowan, pacu i innych amazońskich olbrzymów.

Celem River Safari Park było przybliżenie zwiedzającym fauny, charakteru i znaczenia sześciu największych rzek świata: Nilu, Amazonki, Missisipi, Kongo, Jangcy i Mekongu. Można się tu dowiedzieć nie tylko o rybach, żółwiach i krokodylach. Nurt tych rzek porywa też konteksty gospodarcze i kulturowe, znaczenia polityczne, plany przyszłych inwestycji i związanych z nimi zagrożeń.

Singapore ZOO zaangażowane jest w programy ochrony in situ i ex situ wielu gatunków zwierząt. Odnosi sukcesy w rozmnażaniu tak trudnych w utrzymaniu w niewoli zwierząt jak nosacze. Bezsprzecznie propaguje piękno dzikich zwierząt w dzikiej przyrodzie, pokazując je w zbliżonej do naturalnej oprawie. Uczy lekko, zabawnie, nienachalnie, ale skutecznie. Jednocześnie jest dochodowym biznesem, jedną z najsłynniejszych atrakcji turystycznych i centrum rozrywki Singapuru, która przy całym swym komercyjnym blichtrze, uroczych animacjach i entuzjazmie, epatuje jednym, jasnym hasłem: to, co podziwiasz, to, co cię zachwyca – przemija. Ten świat umiera – wykarczowany, spalony, zaorany. Te zwierzęta giną we wnykach, zastrzelone, zatłuczone, wykończone postępującą utratą środowiska. Baw się dobrze w naszym zoo, ale wiedz, jak jest. Pytanie brzmi, ilu zwiedzających to obchodzi?


Autor:
lek. wet. Anna Bunikowska

 

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci