ZNAJDŹ WETERYNARZA

wtorek, 7 kwietnia 2020
Zobacz:
stomatologianews

EgzooVet: samotna droga samuraja w służbie zwierząt egzotycznych

Rozmowa z lek. wet. Przemysławem Łuczakiem, znanego również przez wielbicieli zwierząt egzotycznych jako EgzooVet, prowadzącego liczne warsztaty na uczelniach weterynaryjnych w całym kraju, członka zespołu lekarzy weterynarii w Trójmiejskiej Klinice Weterynaryjnej w Gdańsku.

 

Jak się zostaje specjalistą od gadów, gryzoni, zajęczaków i bezkręgowców?

W bólach i mękach 😛

Tak naprawdę to ciężka praca od początku. Na studiach wiedza z tego zakresu jest szczątkowa, praktycznie nic nie wnosząca jeśli chodzi o pracę przyszłego klinicysty. Pozostaje, więc samodzielne dłubanie w książkach i zwłokach, wyjazdy: na konferencje, warsztaty, staże, do kolegów i koleżanek po fachu i patrzenie im na ręce, i zza pleców. To samotna droga samuraja, szczególnie, że rynek egzotycznych szkoleń dopiero nie dawno zrobił wielkie bum. Edukacja na uczelniach wyższych nie jest w stanie nadrabiać nowych trendów w medycynie „znanych” psów i kotów, a więc do egzotyki jeszcze daleka droga.

Jeżeli chodzi o jakiś „papier” to zrobiłem dwie specjalizacje: „choroby zwierząt nieudomowionych”, oraz „choroby zwierząt futerkowych”. Uważam jednak, że to ludzie, pacjenci i opiekunowie po jakimś czasie mianują Ciebie specjalistą. Polecają, przekazują info o Tobie dalej, a inni lekarze i lekarki do Ciebie odsyłają.

 

Co pasjonującego jest w leczeniu zwierząt egzotycznych?

A co nie jest? Dzisiaj szczur, potem wąż, jutro serwal, potem królik. Codziennie nowe wyzwania, nowe przypadki, mnogość gatunków. Często nie ma gotowych rozwiązań na tacy. Nie wyobrażam siebie w pracy w której miałbym robić codziennie to samo przez 40 lat. Co chwilę Cię coś dziwi, wymusza nowe działanie. Rutyna jest mordercą pasji.

 

Co skłania ludzi do kupna zwierząt egzotycznych?

Powodów tyle co ludzi. Niektórzy z ciekawości, niektórzy dla szpanu, dla podkreślenia statutu społecznego. Ktoś ma uczulenie na futro więc obstawia, że legwan to dobry pomysł. Świnki morskie które mają nauczyć dziecko odpowiedzialności, ptasznik dla syna jako prezent od ojca, bo syn mieszka z matką po rozwodzie i się nie lubią, a żona boi się pająków. Bardzo wiele osób jednak to pasjonaci i zapaleńcy, dla których takie zwierzę jest ukochanym pupilem jak dla innych pies lub kot. Poza tym sporo tych zwierząt to zwierzęta mało obsługowe – przy zapewnieniu prawidłowych warunków oczywiście. Jak wyjeżdża się na tydzień na wakacje to węża nie trzeb brać ze sobą lub szukać mu opiekunki, a na jaszczurkę można sobie pozwolić wynajmując nawet mały pokoik.

 

Czy ludzie, którzy decydują się na ich zakup są obecnie bardziej świadomi z czym wiąże się ich posiadanie?

W obecnych czasach wstyd nie być, bo prawidłowa opieka to nie wiedza tajemna tylko zapoznanie się z plikami grupy na Facebooku dotyczącymi danego zwierzaka, lub spędzenie kilku wieczorów na forach internetowych. Owszem, zdarzają się zdziwione osoby, że żółw będzie potrzebował akwaterrarium wielkości wanny w przyszłości, ale to już nie jest taki olbrzymi problem odkąd wiedza jest na wyciągnięcie ręki.

 

Czy często trafiają do Ciebie nieodpowiedzialni właściciele lub hodowcy?

Ciężko zliczyć ile miałem dotychczas pogryzionych żółwi przez psy, podeptanych przez dzieci królików, guzów nowotworowych hodowanych miesiącami. Smutne jest to, że nieodpowiedzialność ludzi to duża część naszego zarobku. Na nocnym dyżurze może koło 30% to emergency. Często są to po prostu zwierzęta które albo już wyją tak, że nie da się spać, albo sumienie opiekuna już spać nie pozwala. Jest i tak z roku na rok lepiej.

 

Co wkurza lekarza od egzotyków w codziennej praktyce?

To samo co tego od nie egzotyki. Brak szacunku do pracy jako zawodu, awanturujący się klienci co wiedzą lepiej. Brak snu, brak czasu na życie prywatne, bo zaglądasz w kalendarz, a tak w miesiącu 2 weekendy pracujesz, a dwa jesteś na konferencji. Czasem myśli, że jakbym to rzucił wszystko i pojechał na zachód to zarabiałbym 4razy tyle co w Polsce. Proza życia. Staram się jednak zawsze szukać rozwiązań. Stąd własna firma szkoleniowa EgzooEdu, żeby podreperować budżet, a żeby świat o mnie pamiętał to fundacja Help4Herps. Zauważyłem, że wkurzanie się na siebie przynosi największe efekty, jeśli chodzi o poprawę życia.

 

Jak radzisz sobie z mentoringiem ludzi bez medycznego wykształcenia, którzy udzielają porad odnośnie leczenia, żywienia i pielęgnacji zwierząt?

Staram się już w to nie wchodzić. Skończyłem wielkie boje i potyczki na forach. To walka z wiatrakami. Tych wszystkich mędrców wyjaśnił i zaorał ostatni post kolegi z branży z landrynką w sierści. Poprzez swój fanpage walczę z ciemnogrodem i szkodliwymi mitami – cieszą mnie spore zasięgi bo wiem, że trafiam do ludzi. Do tego chodzi praca u podstaw w gabinecie. Obecnie szkolę jeszcze lekarzy weterynarii, więc ten huragan nabiera rozpędu.
Jak już mnie coś naprawdę irytuje to czasem zabiorę głos, ale wolę energię wykorzystać na post który trafi do 10 000 ludzi, niż stukać w klawiaturę z jednym niereformowalnym. Taki minus życia w kraju, gdzie każdy zna się na sporcie, medycynie i polityce.

Dlaczego ludzie wolą zaufać Facebookowi niż lekarzowi?

To według mnie nie tak. Ludzie chcą ufać darmowym poradom, widzieć w lekarzu głównego złego, bo wtedy nie widzą tego w sobie. Zawsze można powiedzieć, że mimo podawania witaminy C i obsypywania wszystkiego i wszystkich czystkiem się nie udało, niż usłyszeć od lekarza, że zaniedbanie doprowadziło do cierpienia i śmierci. Tutaj też idzie moim zdaniem dobre i coraz więcej porad to porady kierujące do lekarza, tępiące internetowych szamanów i uzdrowicieli. Tacy ludzie jednak zawsze będą i ktoś raz na jakiś czas trafia do pieca, na trzy zdrowaśki, niż do gabinetu.

 

Jak przeciwdziałać temu zjawisku?

Praca u podstaw. Edukować i jeszcze raz edukować. Udzielać się w mediach jako specjaliści, prowadzić swoje strony i fanpage. Wyjść z ogólną wiedzą do ludzi, by na półce w empiku nie pojawiły się „Ukryte terapie weterynaryjne”. Chociaż ze smutkiem stwierdzam, że jeśli kiedyś ktoś z nas się wyłamie i zacznie kłaść tarota kotom i strukturyzować karmę zaczarowanym urządzeniem to stanie się szybko bardzo majętnym człowiekiem.

Jaki był najdziwniejszy lub najtrudniejszy przypadek z którym miałeś do czynienia w swojej praktyce?

W pracy lekarza od egzotyków takie przypadki trafiają się co kilka dni. Ciężko postawić którykolwiek na podium. Im popularność wzrasta i zasięgi, tym coraz częściej trafia pacjent trudny i burzący pogląd, że wiesz i widziałeś już wszystko. Kiedyś wyrwanie siekaczy królikowi to był pot na czole, teraz stało się codziennością. Staram się jednak podchodzić do spraw oczywistych jak do dziwnych bo najgorzej gdy gubi nas rutyna.

 

W jakim kierunku zmierza obecnie weterynaria zwierząt egzotycznych?

Muszę przyznać, że w bardzo dobrym! Rosną nam już europejskie sławy jak np. Kuba Kliszcz, którego jestem wielkim kibicem. Powoli specjalista od egzotyki w klinice to nie fanaberia, a must have. Szkoleń coraz więcej, poziom coraz wyższy, depczemy po piętach starym wyjadaczom, jednocześnie czując na plecach oddech również rozpędzonych świeżaków. I dobrze. Zdrowa rywalizacja pcha ten świat do przodu. Jest jeszcze dużo rzeczy, które trzeba zrobić, ale fachowość wykonywania naszych usług jest doceniania przez klientów i pracodawców. Jest moc! Cieszę się, że mogę brać udział w tym wyścigu i być naocznym świadkiem rozkwitu tej dziedziny weterynarii.

 

 

Zdjęcia dzięki uprzejmości lek. wet. Przemysław Łuczak

Opracowanie: redakcja

 

 

 

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci