ZNAJDŹ WETERYNARZA

środa, 14 Listopad 2018 Wersja beta
Zobacz:

Potencjał trzeciego wymiaru

Rys KO możliwościach i wykorzystaniu technologii RT3DE z Nancy Morris, DVM, ACVIM, dyplomowanym specjalistą kardiologiem małych zwierząt, z Kliniki Mass. Veterinary Cardiology (MA, USA) rozmawia lek. wet. Aleksandra Krawczyk.

 

Jak powszechne jest wykorzystanie technologii RT3DE oraz drukowania przestrzennego w medycynie weterynaryjnej w Stanach Zjednoczonych? 

Jeśli chodzi o wykorzystanie tych technologii w prywatnej klinice, to jest ono oczywiście ograniczone. Z jednej strony wynika to z ceny całego zestawu, która śmiało przekracza 100 tys. dol. Z drugiej zaś można powiedzieć, że technologia ta jest w powijakach i lekarze dopiero zaczynają się nią interesować. Z tego, co zdążyłam zauważyć, zainteresowanie echokardiografią trójwymiarową rośnie z dnia na dzień, a jej obecność wyraźnie zaznacza się w wyspecjalizowanych uniwersyteckich centrach kardiologicznych, gdzie stanowi narzędzie badawcze lekarzy weterynarii kardiologów.

 

Co skłoniło Panią do zastosowania tej technologii w swojej klinice?

Szukałam metody pozyskiwania obrazów w ich możliwie najwyższej, dostępnej jakości. Korzystając z tak szybkiego postępu technologicznego i coraz większych możliwości, jakie oferują aparaty dostępne na rynku medycznym, chciałam unowocześnić wyposażenie kliniki. Zależy mi na maksymalnym zwiększeniu dokładności w diagnozowaniu różnych chorób serca. Nowsze technologicznie głowice obrazujące w technologii xMATRIX właśnie wskoczyły na początek tej listy. Dają one zarówno możliwość doskonałej jakości obrazowania 2D, jak i nowego dla mnie obrazowania trójwymiarowego.

 

Na ile obrazowanie RT3DE ułatwia diagnostykę danej jednostki chorobowej i jak bardzo skraca ono czas od postawienia diagnozy do wdrożenia odpowiedniego leczenia? 

Echokardiografia 3D w przypadku niektórych rodzajów chorób serca z pewnością dostarcza nam, lekarzom, więcej informacji i szczegółów diagnostycznych. Jednak uzyskanie danych trójwymiarowych, ich edycja oraz dalsza interpretacja trwają zdecydowanie dłużej w porównaniu do tradycyjnej metody echokardiografii 2D. Wprowadzenie tej technologii do codziennej prywatnej praktyki klinicznej z mojego punktu widzenia z pewnością będzie wymagać obecności zespołu wyszkolonych pracowników. Oczywiście, jeśli chcemy w pełni wykorzystać korzyści, jakie daje nam ta technologia, w praktyce kardiologicznej.

 

Jak widzi Pani zastosowanie druku trójwymiarowego w swojej codziennej praktyce?

Mam nadzieję, że zbiory danych trójwymiarowych z echokardiografu są na tyle dobrej jakości, aby umożliwić odtworzenie zarejestrowanych obrazów patologicznych w postaci wydrukowanych modeli przestrzennych. Liczymy, że okażą się one szczególnie pomocne w odróżnieniu fizjologii od łagodnych form niektórych chorób serca. Mam tu na myśli głównie podzastawkowe zwężenie aorty oraz dysplazję zastawki trójdzielnej. Myślę też, że modele 3D okażą się bardzo pomocne w ustawicznym kształceniu lekarzy weterynarii czy edukacji klientów. Istotne będzie również ich wykorzystanie przy planowaniu zabiegów chirurgicznych oraz w ocenie skuteczności protokołów chemioterapii w czasie leczenia nowotworów serca.

 

Z jaką reakcją ze strony właścicieli spotyka się Pani, wykorzystując tę technologię? Czy rozumieją oni jej zastosowane?

Ludzie są ciekawi i podekscytowani każdą nową technologią, która może pozwolić mi na postawienie jeszcze dokładniejszej diagnozy, leczenie oraz odpowiednie prowadzenie ich ulubieńców. Mam tu na myśli jak najdłuższe zapewnienie komfortu życia moim pacjentom.

 

Jak ma się zastosowanie tych technologii do całości kosztów leczenia pacjenta?

Póki co nie jestem w stanie udzielić konkretnej odpowiedzieć na to pytanie. Sama jestem na etapie poznawania tych metod, uczę się ich i nie wydaje mi się zasadne brać za to pieniędzy. Przynajmniej nie na początku.

 

Kiedy technologia upowszechni się w Stanach Zjednoczonych, a kiedy na świecie?

Trudno powiedzieć. To, kiedy i jak szeroko rozprzestrzeni się użycie echokardiografii 3D, będzie oczywiście zależne od spadku ceny rynkowej sprzętu. Do jej upowszechnienia się z czasem przyczynią się też wyniki badań naukowych, jak również walidacja tej metody jako wyższej nad echokardiografią 2D w diagnostyce niektórych jednostek chorobowych.

Dla kogo przede wszystkim skierowana jest ta metoda? Czy myśli Pani, że będzie to metoda młodego pokolenia lekarzy weterynarii?

Tak, myślę, że stanie się ona standardem kardiologicznej opieki weterynaryjnej w przyszłości, obecnie jest ona dopiero na początku drogi – od bycia przedmiotem badań uniwersyteckich, przez etap badań klinicznych, do momentu końcowego jej zastosowania w praktyce.

 

Jaki procent lekarzy jest przygotowanych na przyjęcie tej technologii? Czy widzi Pani możliwość konsultacji na odległość w oparciu o zgromadzony materiał?

Szczerze, nie wiem, ilu lekarzy jest gotowych na posługiwanie się tą technologią. Ale tak, mogę powiedzieć, że widzę możliwość naszej współpracy w ocenie jej przydatności klinicznej. Wyobrażam sobie, że np. ja zbieram informacje w postaci danych trójwymiarowych (echo 3D), a Ty – jako osoba upoważniona – logując się do naszej bazy danych na serwerze, mogłabyś edytować materiał i przygotowywać go do wspólnej analizy uwidocznionych zmian patologicznych. Kiedy tylko technika przyjmie się w kardiologii weterynaryjnej, widzę możliwość konsultacji na podobnej zasadzie.

 

Jak trudna jest nauka posługiwania się i wykorzystania tego narzędzia diagnostycznego?

Niestety, krzywa uczenia się jest w tym przypadku bardzo stroma. Nauka nowej techniki zawsze wymaga czasu i poświęcenia. Jeśli staramy się robić co tylko w naszej mocy, by doskonalić technikę uzyskiwania danych 3D, to nauczymy się to robić. Jest to warte wysiłku. Po zakończeniu edycji danych efektem naszej pracy będzie bardzo przydatne i cenne źródło informacji.

 

Jak widzi Pani możliwość zastosowania wydrukowanych modeli obrazujących zarówno fizjologiczny, jak i patologiczny stan rzeczy w rozwoju np. nowego nurtu kształcenia studentów i lekarzy weterynarii?

Jestem w stanie wyobrazić sobie już dziś, jak ogromną rolę odegra drukowanie przestrzenne w obrazowaniu i przedstawianiu patologii układu sercowo-naczyniowego uwidocznionych w obrazach echo 3D. Dzięki tej technice możemy dostarczyć gotowych modeli do celów dydaktycznych zarówno dla studentów, jak i rezydentów kariologii. Widzę możliwość i zasadność ich wykorzystania w planowaniu potencjalnych zabiegów interwencyjnych lub chirurgicznych. W zależności od użytego do druku materiału (np. polimer łatwo odkształcalny) myślę, że możliwe będzie prowadzenie laboratoryjnych badań naukowych dotyczących dynamiki płynów w obrębie „sztucznego serca”.

 

Obie nowe technologie postrzegamy jako przydatne narzędzie diagnostyczne. Co jeśli zaczniemy ich nadużywać i zatracimy granice między przydatnym narzędziem diagnostycznym a komercją niosącą szkody pod płaszczykiem medycyny?

Należy mieć na uwadze, że jest to tylko kolejne narzędzie mające wspomóc nas, lekarzy, w diagnostyce pacjenta. Na pewno nie stanowi ono gotowej odpowiedzi. Owszem, technika ta daje bardzo wiele przydatnych i użytecznych informacji, w oparciu o które możemy zwiększyć naszą precyzyjność w rozpoznawaniu jednostek chorobowych, ale zawsze powinniśmy szukać drugiego potwierdzenia. Nie zapominajmy o echokardiografii 2D, która przez wiele lat była i ciągle jest standardem w kardiologii małych zwierząt. Pamiętajmy też, że żadna metoda nie jest w stu procentach doskonała i nic nie zwalnia nas z logicznego myślenia. Samo obrazowanie 3D czy późniejsze zastosowania druku przestrzennego nie jest czymś złym. Zwróćmy uwagę, że są to metody nieinwazyjne i w porównaniu do MRI czy CT nie wymagają farmakologicznego uspokojenia pacjenta. Pomyślałabym tu raczej o nierozpoznanych artefaktach czy nadinterpretacji wyników. To one sprowadzają nas na złą drogę.

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci