ZNAJDŹ WETERYNARZA

piątek, 14 Grudzień 2018 Wersja beta
Zobacz:
stomatologianews

Weterynaria outside of the box

Rozmowa z lek.wet. Natalią Strokowską, właścicielką firmy Vetnolimits dbającej o edukację, naukę języków, innowacyjny marketing oraz samopoczucie i umiejętności miękkie lekarzy weterynarii.

 

Skąd pomysł na działalność edukacyjną łączącą szkolenia medyczne, marketingowe, z umiejętności miękkich oraz naukę języka obcego?

Po ukończeniu studiów na SGGW pracowałam przez kilka miesięcy w trzech warszawskich lecznicach. Ze względu na brak satysfakcjonującej ścieżki rozwoju zawodowego oraz niskie zarobki postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zdywersyfikować swój dochód. Los chciał, że wpadła mi w ręce książka “Strategia błękitnego oceanu” W. Chan Kim i Renée Mauborgne. Dzięki niej poważnie zastanowiłam się nad moimi uniwersalnymi zdolnościami (ang. transferable skills), które w toku nauki na studiach weterynaryjnych mogłyby mi dać dodatkowe źródło dochodu, niekoniecznie związanego z dyżurami w lecznicy. Wtedy wpadłam na pomysł, że uczę się języka angielskiego od 20 lat, pracuję dodatkowo jako tłumacz i zewsząd przychodzą do mnie po radę znajomi – jak uczyć się efektywnie języka specjalistycznego. Kurs “Medical English for Veterinary Professionals” był owocem mojej wytężonej pracy i myślenia outside of the box. Zebrałam najbardziej wartościowe zasoby pomagające lekarzom uczyć się w praktyczny sposób języka angielskiego. Aktualnie przeszkoliliśmy prawie 250 lekarzy i studentów, których niezwykłymi historiami dzielimy się na naszym fanpage’u. Z czasem do portfolio firmy zaczęły dołączać kolejne projekty w tym Furry Vets, który powstał w odpowiedzi na potrzeby rynku i niezadowalającą liczbę konferencji dot. medycyny zwierząt egzotycznych. Aktualnie oferta firmy Vetnolimits obejmuje różnorodne usługi edukacyjne i marketingowe.

 

Czy mogłabyś opowiedzieć o projektach, które stanowią filary działalności Vetnolimits?

Pierwszym z nich jest wspomniany medyczny angielski – powstał w wyniku uwag naszych kolegów dotyczących niskiego poziomu nauczania języka specjalistycznego. Program kursu dostępny jest na stronie www.veterinaryenglish.com. Razem z dwoma lekarkami weterynarii z międzynarodowym doświadczeniem, prowadzimy zajęcia stacjonarne i e-learningowe na Skype.

Furry Vets to konferencje i szkolenia z medycyny zwierząt egzotycznych. Zorganizowaliśmy już konferencje i warsztaty dotyczące medycyny królików i świnek morskich, a także kurs cytologii małych ssaków. Przed nami, w październiku, trzydniowy kurs stomatologii i chirurgii twarzowej gryzoni, i zajęczaków.

“Social Media w Weterynarii” to innowacyjne dwudniowe szkolenie marketingowe. Uczymy budować wizerunek lecznicy w sieci, korzystać z różnych mediów społecznościowych, odpowiadać na negatywne recenzje i efektywnie komunikować się z klientem oraz jak sprawić, by dzięki naszym działaniom pozyskać nowych klientów.

Projekt Wellness natomiast powstał w efekcie dwóch badań, które przeprowadziliśmy jako Vetnolimits na przestrzeni ostatnich dwóch lat – oceny samopoczucia i satysfakcji zawodowej lekarzy weterynarii oraz technik radzenia sobie ze stresem u studentów medycyny weterynaryjnej. Są to seminaria dla lekarzy weterynarii dotyczące technik: radzenia sobie ze stresem w pracy, komunikacji z wymagającym klientem, a także przekazywania złych wieści i rozmów o eutanazji.

Uczymy również studentów dokładnego badania klinicznego, podstaw chirurgii i umiejętności klinicznych koniecznych adeptom sztuki weterynaryjnej do wykonywania obowiązków lekarskich. Ułożone zostały one w celu pogłębienia wiedzy i szansy na przećwiczenie ich samemu pod okiem instruktora. Są nastawione na 100% praktyki. Dzięki nim studenci czują się o wiele pewniej wkraczając w zawód. Dostajemy dużo podziękowań, że mogli po raz pierwszy np. wykonać punkcję klatki piersiowej, zaintubować kota, założyć cewnik do pęcherza, pobrać płyn mózgowo-rdzeniowy itp. Ich radość i entuzjazm bardzo mnie cieszy. Więcej o warsztatach można poczytać na naszej stronie w zakładce Vetnolimits Academy. Badanie Kliniczne Bez Tajemnic, Praktyczny Kurs Umiejętności Klinicznych oraz Desmurgia i Szycie to nasze autorskie szkolenia ułożone z myślą o każdym, kto chce nauczyć się niezbędnych podstaw. Na naszych zajęciach można zapytać o wszystko, zaś czynności można ćwiczyć do znudzenia ;).

 

Ostatnio sporo zaczęło się mówić o stresie związanym z wykonywaniem pracy lekarza weterynarii, jak myślisz dlaczego ten temat był pomijany?

Mówimy o tym temacie w swoim towarzystwie, kiedy słyszymy, że kolejny kolega, czy koleżanka tego stresu nie wytrzymali i doświadczyli załamania nerwowego albo postanowili zakończyć swoje życie. Praktycznie każdy z nas znał kogoś z branży, kogo już między nami nie ma.

Mam wrażenie, że młodszemu pokoleniu trochę łatwiej przychodzi mówienie o stresie, przemęczeniu, depresji, problemach. Staram się rozmawiać o tym z moimi studentami i namawiam do nazywania uczuć i stanów, w jakich się znajdujemy. Łatwiej nam zgłosić się do terapeuty i szukać pomocy, jednak nie każdego stać na terapię, a czas oczekiwania na NFZ wynosi ok. 2 lata. Rozmawiałam o problemach z mnóstwem osób, wielu moich kolegów wie, że może zwrócić się do mnie ze swoimi sprawami.

Starsi lekarze cierpią w milczeniu, panuje przekonanie, że nie można dzielić się swoimi problemami albo, że społeczeństwo przypnie mu łatkę wariata, gdy przyzna się, że cierpi na depresję. W strukturach Izby Lekarsko-Weterynaryjnej wciąż więcej jest lekarzy starszej daty, głównie mężczyzn, którzy na głos nie przyznają, że problem istnieje, gdyż nie tak zostali wychowani. Znam lekarzy, którzy od lat są na lekach, ale na terapię nigdy się nie zgłoszą. Ojciec mojego serdecznego znajomego jest lekarzem weterynarii i wspominał, że już trzech jego kolegów z branży się powiesiło. W ten sposób rozwiązywali swoje problemy, nie skarżąc się za bardzo otoczeniu. Nadal panuje u nas kult mężczyzny jako człowieka pracy, zaś temat depresji u mężczyzn jest marginalizowany.

Vetnolimits na Targach Vet-Medica w Łodzi

Nasz wykład dotyczący stresu i zmęczenia współczuciem w pracy lekarza weterynarii został bardzo ciepło przyjęty przez słuchaczy Vet-Forum w Łodzi. Jeden z kolegów lekarzy przez mikrofon podziękował nam za naszą pracę przy całej sali. Po całym kongresie osobiście podszedł do nas pan Paweł Babij, prezes firmy Interservis i pogratulował pracy, i ujęcia tematu. Jego słowa były dla nas prawdziwym wyróżnieniem, tym bardziej, że jest psychologiem z wykształcenia. Przyznał, że czekał na takie opracowanie od wielu lat i wierzy, że dzięki nam, młodym, coś zacznie się zmieniać na lepsze. Nie mogliśmy mu również odmówić propozycji, wspólnego prowadzenia z Wojciechem Perchuciem całej sesji na Vet-Forum poświęconej umiejętnościom miękkim, obsłudze klienta i marketingowi weterynaryjnemu w przyszłym roku.

Zachęceni tak ciepłym przyjęciem i żywym zainteresowaniem zorganizowaliśmy powtórkę wykładów na UP we Wrocławiu. Rozmawialiśmy bardzo długo, wiele osób podchodziło i dziękowało. Mogliśmy w końcu szczerze porozmawiać. Wiele historii było bardzo wzruszających, ale i smutnych. Ludzie chcą się otworzyć i być wysłuchanymi, i dziękuję im za to zaufanie.

W Warszawie jednak sytuacja była inna. Dziekan weterynarii SGGW odrzucił podanie samorządu o zorganizowanie wykładu nie podając przyczyny. Zaproponowałam również organizatorom innej konferencji dotyczącej samopoczucia w pracy i komunikacji z klientem, że możemy wygłosić wykład na ich wydarzeniu – również nam odmówiono. Finalnie jednak konferencja się nie odbyła, bo było za mało chętnych, a my  będziemy publikować w zagranicznej prasie branżowej wyniki naszych badań…, a więc wszystkie te wydarzenia mówią same za siebie…

 

Czy pod wpływem niedostatecznego omawiania tematu samopoczucia i satysfakcji zawodowej lekarzy weterynarii narodził się pomysł na projekt Wellness?

Projekt ten był moim marzeniem od dłuższego czasu. Pracuję jako locum veterinarian w Wielkiej Brytanii, odbywałam praktyki w USA – w tych krajach temat wellness istnieje od bardzo dawna, a RCVS, BVA oraz AVMA aktywnie działają i informują branżę. Tam, to właśnie te organizacje przeprowadzają badania, formułują raporty i proponują rozwiązania. Każdy przypadek samobójstwa lekarza weterynarii jest omawiany, środowisko ma duże wsparcie i panuje kultura rozmowy, i serdeczności w tym temacie. Również rodziny, studenci weterynarii i lekarze z otoczenia takiej osoby są objęci realnym wsparciem. Lekarze mając świadomość, że istnieją organizacje takie jak np. VetLife (całodobowy anonimowy telefon wsparcia), więc prędzej zgłoszą się po pomoc. Nie spotkałam się z niczym takim u nas i uznałam, że warto coś z tym tematem zrobić. Już dwa lata temu przeprowadziliśmy badania dotyczące stresu u studentów weterynarii, które wraz z wynikami badania samopoczucia lekarzy chcemy opracować do końca tego roku i opublikować. Niestety Izba Lekarsko-Weterynaryjna odmówiła nam patronatu nad projektem Wellness. Nie otrzymaliśmy też ani jednej odpowiedzi na e-maile rozesłane do okręgowych izb lekarsko-weterynaryjnych. Finalnie przeprowadziliśmy badanie na własną rękę rozsyłając link do kwestionariusza na forach dla lekarzy weterynarii.

Podczas pracy w Dubaju trzy lata temu poznałam lekarkę weterynarii, której dzisiaj już między nami nie ma. Liczyłam, że spotkamy się ponownie podczas mojego kolejnego przyjazdu, ale nie było mi już dane jej zobaczyć. Cierpiała na depresję i postanowiła skrócić swoje cierpienia. Niestety wiedziała jak to zrobić skutecznie. Między innymi jej dedykuję ten projekt oraz studentowi weterynarii z Warszawy jak i  wszystkim kolegom z branży, których już między nami nie ma. Tak mi przykro, że w porę nie porozmawialiśmy…

Samobójstwo to akt niesłychanej desperacji i autoagresji skierowanej przeciwko sobie samemu. Osoba, która bardzo cierpi rzadko powie “chcę się zabić”. Częściej usłyszymy – nie mogę tak dłużej, mam wszystkiego dość, nie widzę sensu, moje życie jest beznadziejne…

 

Dlaczego tak ważne jest żeby mówić na temat emocji związanych z wykonywaniem zawodu lekarza weterynarii?

Nazywanie na głos stanów emocjonalnych w jakich się znajdujemy pozwala nam zrozumieć, co się z nami dzieje. Te stany to m.in.: przemęczenie, rezygnacja, rozczarowanie, obniżone poczucie własnej wartości, lęk, brak stabilizacji finansowej, niezrozumienie, nieradzenie sobie z trudnymi emocjami klienta, zakłopotanie, rozdarcie – konflikt finansowy vs dobro zwierzęcia, poczucie pustki, wypalenie, bezsilność, niespełnienie oczekiwań i wiele innych.

Tylko poprzez świadome, pełne uważności przyglądanie się swoim reakcjom fizjologicznym i emocjonalnym jesteśmy w stanie dociec, co leży u ich przyczyny. Niejednokrotnie nie jest to możliwe bez pomocy terapeuty. Żyjemy w takim tempie, że brakuje nam siły i czasu na pomoc samym sobie. Przywykliśmy do pomagania zwierzętom i ludziom, a dla nas samych po prostu nie starcza czasu. Uświadamianie sobie, co dolega mojej duszy jest procesem bolesnym, długotrwałym i wymagającym bardzo silnej chęci zmiany. Samo rozmawianie z bliskimi, czy kolegami z branży jest dopiero pierwszym krokiem do zmiany, na którą decydują się nieliczni.

Niestety część lekarzy weterynarii nadal bagatelizuje problem wypalenia zawodowego, zmęczenia współczuciem oraz depresji. Świadczyć o tym mogą cyniczne komentarze np. o “strzelaniu samobója”. To właśnie te osoby są w grupie podwyższonego ryzyka. Tego typu komentarze skutecznie blokują też wielu innych lekarzy, którzy boją się zabrać głos na forum bo nie chcą zostać wyśmiani. Z rozmów z wieloma znajomymi wiem, że zrezygnowali z udzielania się w grupach właśnie z tego powodu.

Chcemy stworzyć przestrzeń do dialogu i otworzyć merytoryczną dyskusję na temat satysfakcji z życia i pracy, jednak nadal czuję, że przy odmowie wsparcia z góry, ten proces będzie znacznie wolniejszy. Dlatego liczę, że po opublikowaniu naszego raportu w zagranicznej prasie nasze działania zostaną inaczej potraktowane, gdyż dane mówią same za siebie.

 

Czy mogłabyś przybliżyć wnioski jakie nasuwają się po Waszych badaniach dotyczących satysfakcji zawodowej lekarzy weterynarii, prezentowane podczas tegorocznego Kongresu Praktyki Weterynaryjnej VET-FORUM osobom, które nie miały okazji w nim uczestniczyć?

Ponad połowa lekarzy weterynarii ma problemy finansowe, z czego co piąty poważne. Co oznacza, że ma problemy z przeżyciem za swoją aktualną pensję. Do tego dochodzi notoryczne przepracowanie i niedosypianie – czyli dwa główne czynniki które dramatyczne pogarszają samopoczucie lekarzy. Znaczna większość lekarzy skarży się na notoryczne przemęczenie, prawie połowa łatwo się denerwuje, ¼ lekarzy co weekend pije alkohol lub bierze narkotyki, 16% kilka razy w tygodniu.

Ponad ⅔ lekarzy weterynarii ma poczucie jałowości swojej pracy. Jesteśmy zawodem zaufania publicznego i nasza praca polega na ciągłym wspieraniu ludzi (właścicieli zwierząt) – często w dramatycznych momentach jakimi jest eutanazja zwierzęcia, długie leczenie, terapia paliatywna. Przy nie zaspokojeniu swoich potrzeb fizjologicznych, które są umiejscowione najniżej w piramidzie Maslowa, nie możemy w żaden sposób wspiąć się wyżej. W naszej pracy na porządku dziennym musimy wstrzymywać naturalne odruchy, nie jemy regularnie, nie korzystamy z łazienki przez długie godziny, staramy się spełniać coraz wyższe oczekiwania właścicieli. Przy niskich zarobkach nie stać nas na mieszkanie, czyli ciężko nam zaspokoić potrzebę bezpieczeństwa. Część moich znajomych lekarzy weterynarii nadal mieszka z rodzicami po 30 roku życia. W Polsce mamy bardzo wysoki odsetek tzw. bamboccioni, czyli osób, które w wieku 25-34 lat mieszkają z rodzicami – jest ich prawie 45%.

Około ⅕ lekarzy weterynarii planowała swoje samobójstwo, co oznacza, że przygotowywali się do tego. Ponad 35% lekarzy miewa myśli samobójcze, z czego 1/10 często. Te kilka procent bardzo cierpi, nie mają z kim porozmawiać, część z nich choruje na depresję. Chcę, żeby wiedzieli, że mogą na mnie liczyć i będę robić wszystko z moim zespołem, aby opracować na własną rękę rozwiązanie, które zmieni podejście naszej profesji do tematu.

 

A co badania wykazały na temat osób wchodzących dopiero w zawód, z jakimi problemami oni muszą się mierzyć?

Młodzi lekarze u progu kariery oraz studenci przede wszystkim czują się kompletnie nieprzygotowani na nadchodzący stres i obowiązki, co deklarowało prawie 70% ankietowanych. Prawie 40% twierdzi, że zdiagnozowano u nich zaburzenia związane ze stresem. Młodzi są przytłoczeni obowiązkami ze strony prowadzących, presją środowiska, wyścigiem szczurów i brakiem wsparcia w grupie rówieśniczej. 95% deklaruje, że studiowanie weterynarii wywołuje zmęczenie psychiczne, 70% badanych nie czuje się sprawiedliwie ocenianych przez prowadzących.

W pytaniach otwartych prosiliśmy studentów o opisanie stresujących sytuacji ze studiów. Również z rozmów ze studentami z całej Polski wiem, że niesprawiedliwe traktowanie przez część prowadzących, celowe oblewanie, niszczenie ich poczucia własnej wartości, powtarzanie, że są nic nie warci, szyderstwa i wiele, wiele innych sprawiają, że młodzi ludzie kończą studia z syndromem podobnym do wypalenia zawodowego. Przy wysokim odsetku osób szczególnie wrażliwych, nadambitnych, tzw. high achievers, niegotowych na tego typu krytykę, bądź cierpiących na depresję lub inne zaburzenia psychiczne kończyć się to może nawet próbą samobójczą, szczególnie wśród młodych mężczyzn.

Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii dowiodły, że w toku studiowania medycyny weterynaryjnej spada zdolność odczuwania empatii u mężczyzn. Ostatni raport BVA mówi, że wraz ze stażem pracy spada dramatycznie ambicja u kobiet. Zarabiają one mniej od mężczyzn i w momencie osiągania ok. 30 roku życia wybierają macierzyństwo ze względu na brak perspektywy wzrostu zarobków oraz awansu (nadal wśród kadry kierowniczej przeważają mężczyźni) i odpuszczają rozwój zawodowy nie chcąc ryzykować pogorszenia relacji rodzinnych. Nietrudno sobie wyobrazić jakie ma to przełożenie na nasz rodzimy rynek, który tak jak w pozostałych krajach UE jest bardzo sfeminizowany wśród młodszych lekarzy.

 

Co jeszcze wpływa na satysfakcję zawodową lekarzy weterynarii poza wymienionymi wcześniej czynnikami stresogennymi?

Do wielu czynników chciałabym dodać jeszcze brak systemu motywacyjnego, określonej ścieżki awansu oraz niemożność zaplanowania sobie czasu wolnego i urlopu – w wielu lecznicach grafiki są planowane tylko na dwa tygodnie naprzód.

Konferencja Vets: Stay, Go, Diversify w Londynie

Lekarze próbują sprostać coraz większym oczekiwaniom klientów, którzy nie mają żadnych problemów z wylaniem swoich frustracji w internecie zostawiając negatywne opinie. Części z nich nigdy nie udaje się zweryfikować i nie można wyjaśnić tematu podczas spotkania. Wielu lekarzy boi się nieuczciwej konkurencji i niszczenia reputacji.

Z rozmów z moimi kolegami wynika, że wielu było mobbingowanych, szefowie podważali ich kompetencje, często przy kliencie. Sama kiedyś doświadczyłam takiej sytuacji, pracując jeszcze w Polsce. Atmosfera w niektórych lecznicach jest zła – dysonans między zarobkami lekarzy, techników (którzy często pracują za najniższą krajową) i szefów (i czasem ich dzieci) sprawia, że rośnie frustracja. Ci ostatni narzekają, że trudno o dobrego pracownika, na którym można polegać i w ciągłej rotacji pracowników w swojej lecznicy upatrują błędnych przyczyn. Jeśli w lecznicy ciągle zmienia się zespół i nikt nie może zagrzać miejsca na dłużej to warto dogłębnie zastanowić się nad tego przyczyną – może zarabiają za mało i pracują za dużo, może nie mogą już dłużej pracować (10 nocy w miesiącu), może nie ma dla nich systemu motywacyjnego, i szansy rozwoju itp.

W końcu stresująca praca, w ciągłym napięciu emocjonalnym, często przy niskich kompetencjach psychospołecznych i nieumiejętności odreagowania stresu poza dyżurami, doprowadza szybko do wypalenia zawodowego oraz przewlekłego stresu.

 

Jak radzić sobie z tą narastającą frustracją?

Frustracja i stres to dwa naturalne elementy towarzyszące naszemu życiu. Podczas mojego wykładu w Łodzi dotyczącego stresu pytałam lekarzy i studentów na sali czy stosują jakieś techniki relaksacyjne. Rękę podniosła może jedna osoba, druga spytała czy modlitwa to medytacja. To oznacza, że przytłaczająca większość nie stosuje technik mających na celu uwolnienie się od negatywnych skutków stresu, a przecież to może być mnóstwo rzeczy począwszy – od wyżej wymienionego, po rękodzieło, mindfulness, jogę etc.

dwie strategie walki z frustracją – odciąć się od jej źródła albo wykształcić strategie naprawcze. Mam świadomość, że jeśli praca, klienci, szef lub współpracownicy są jej źródłem to nie tak łatwo będzie ich zmienić, szczególnie, jeśli nadal chce się wykonywać zawód lekarza weterynarii w Polsce. Zanim jednak przejdę do drugiej strategii, chciałabym jeszcze powiedzieć czym dokładnie jest narastająca frustracja lekarzy weterynarii. To niemożność zrealizowania celu jakim jest satysfakcja życiowa i zawodowa przy jednoczesnych staraniach w tym kierunku.

Satysfakcja zawodowa wynika z bycia poważanym i szanowanym przez współpracowników i klientów, to też zarabianie przynajmniej 5000 zł netto przy 40 godzinnym tygodniu pracy, możliwość szkolenia się i nauki dofinansowanej przez miejsce pracy (w UK jest to min. 1000 GBP rocznie na pracownika, w przeliczeniu mogłoby to być ok. 1500 zł rocznie w Polsce). Znam osobiście lekarzy, którzy po odliczeniu wszystkich kosztów prowadzenia gabinetu weterynaryjnego mają 2000-3500 zł na czysto zysku zależnie od miesiąca.

Z drugiej strony pojawiają się sfrustrowani właściciele części lecznic, którzy ze względu na wysokie koszty pracownicze i fakt, że część pracowników na siebie nie zarabia, nie są w w stanie płacić im więcej. Sytuacja ta będzie trwać nadal przy tak olbrzymiej polaryzacji chirurgii i fakcie, że sterylizacje, i kastracje, i inne podstawowe zabiegi chirurgiczne, i stomatologiczne, które w Anglii robi każdy z nas – w Polsce wykonują specjaliści lub właściciele lecznic. Pracownik nie ma wtedy szans na naukę, gdyż jest niedopuszczany, lub pieniądze wypływają poza lecznicę bo te tak naprawdę niezbyt trudne zabiegi wykonuje ktoś spoza kto przyjeżdża na kilka godzin i zabiera sporą część zysku. To na zabiegach lecznica zarabia najwięcej i wiedzą to właściciele. Bez zmiany myślenia i podniesienia cen usług – przede wszystkim profilaktyki, prostej chirurgii i diagnostyki – nie ma szans na wyższe zarobki. Sami sobie robimy to jako profesja i dumping cenowy jest krzykiem rozpaczy, upadającej jakości i braku szacunku do siebie nawzajem. Niestety ustalenie cen minimalnych jest niemożliwe i w przeszłości izby były karane grzywnami od urzędu ochrony konkurencji. Także, zawsze zostanie jakaś lecznica w okolicy, która się wyłamie lub weźmie udział w corocznej akcji sterylizacji, która jest najbardziej gorzkim owocem tego, co sobie wyszykowaliśmy.

Satysfakcja życiowa to natomiast zaspokojenie potrzeb: fizjologicznych, bezpieczeństwa i wyższego rzędu jak: czas dla siebie, rodziny, bliskich, przyjaciół, zadowolenie z pracy i zdrowie.

A zatem jeśli uda nam się nazwać źródła frustracji – skupmy się tutaj na zawodowej – warto napisać je na papierze. Zrobić przed sobą samym szczere wyznanie z czym nie jest mi dobrze. Czy są to zarobki? A może fakt, że klienci nie stosują się do moich zaleceń? Jeśli już wiesz co to jest i nazwałeś to na głos przed sobą to zastanów się co możesz zrobić, żeby to zmienić.

Ostatnio miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z Jackiem Santorskim, wybitnym psychoterapeutą i psychologiem biznesu. Mówił on otwarcie do uczestników spotkania, że w sytuacjach, w których sobie nie radzimy warto zgłosić się na krótkotrwałą terapię w nurcie psychodynamicznym (maks. 10 spotkań)  – gdzie przeanalizujemy problem, przyjrzymy się sobie bliżej i spróbujemy opracować z terapeutą mechanizmy naprawcze. Wtóruję mu i zgadzam się, że to najlepsza droga do bycia dla siebie i innych po prostu lepszym.

Sama stosuję technikę medytacji dynamicznej metodą Silvy, z którą pierwszy raz miałam styczność w liceum. Pomogła mi ona w bardzo trudnych chwilach, podczas studiów, w wielu stresujących momentach i okresach, gdzie intensywnie nad czymś pracowałam. To m.in. dzięki wyćwiczonemu nastawieniu, godzinach poświęconych na pracę nad sobą nie straciłam motywacji i mogłam również pomóc wielu osobom.

 

Posiadasz wiele doświadczeń z zagranicznych praktyk m.in. z Anglii i z USA, jak wygląda rzeczywistość w tamtych lecznicach, czy lekarze mierzą się z tymi samymi problemami?

W tych dwóch krajach, a szczególnie w UK, dochodzi ryzyko pozwu o błąd medyczny – RCVS rozpatruje prawie 1000 takich spraw rocznie. Kiedy zwierzęta są ubezpieczone i w grę wchodzą wielkie pieniądze, właściciele pozywają lekarzy o wysokie odszkodowania. Szczęśliwie, często bezpodstawnie i większość spraw jest umarzana, jednak stres związany z takim właśnie dochodzeniem jest niewyobrażalny. W tych dwóch krajach studia są płatne, więc absolwenci kończą naukę z gigantycznym długiem, który w USA sięga nawet 350 tys. USD. Jest to jeden z czynników, który sprawia, że niektórzy zdając sobie sprawę, że nie spłacą długu do końca życia targają się na swoje życie.

Wszystkie problemy, z którymi borykamy się w Polsce mają też miejsce w tych krajach, mediana wzrostu zarobków jest niestety bardzo niska w weterynarii. W USA przez pierwsze lata pracownikowi przysługuje tylko 10 dni wolnego. Częsty jest tryb pracy 4 x 10 (cztery dni po 10 godzin dyżuru), w UK spotkałam się z nocnymi dyżurami 10 x 12h i 10 dni wolnego. Praktycznie niemożliwe jest uregulowanie swojego życia prywatnego, połączenie dyżurów z wychowaniem dzieci i innymi obowiązkami. Z tego powodu Wielka Brytania boryka się teraz z kryzysem na rynku pracy w weterynarii i średnia długość kariery tamtejszych lekarzy to 10-12 lat, szczególnie u kobiet. Po urodzeniu dziecka nie wracają już z powrotem do dyżurów, gdyż niemożliwe byłoby pogodzenie ich z życiem rodzinnym.

 

Czego polscy lekarze mogliby nauczyć się od zagranicznych kolegów?

Przede wszystkim etyki zawodowej i szacunku do siebie nawzajem. Nie do pomyślenia jest w Wielkiej Brytanii podważanie kompetencji innego lekarza przy właścicielu. Takiej postawy oczekuje kodeks etyki zawodowej i jest to przestrzegane. Wielokrotnie podczas rozmów z kolegami w Polsce spotkałam się z sytuacjami, że pacjent nie wracał, albo wracał obrażony od kogoś innego lub lecznica do której skierowano go na badanie RTG wykonywała komplet innych badań i zabieg. Zdarza się naszym, niektórym, krajowym specjalistom wyśmiewać na forach lub nawet konferencjach młodszych lekarzy kierujących do nich trudne przypadki. Oni w zaufaniu dla ich doświadczenia i wiedzy odsyłają pacjenta, a w zamian spotykają się z takim traktowaniem. Bardzo im wszystkim współczuję i gorąco wierzę, że coś zacznie się zmieniać na lepsze, jeśli  w końcu przestaniemy jako profesja na to przyzwalać.

Vetnolimits na London Vet Show

Rzeczą, której nauczyłam się podczas pracy w Anglii jest tzw. polityka nieobwiniania (ang. no blame policy), która zakłada wspólne analizowanie raz w tygodniu przypadków klinicznych z życia lecznicy i analizowania błędów, celem zapobiegania takich sytuacji w przyszłości. Dzięki wspólnym rozmowom, analizie rozmaitych sytuacji, a także atmosferze wsparcia i współpracy mogłam budować swoje kompetencje kliniczne i uczyć się z popełnionych błędów – swoich i cudzych.

 

A może jest coś czego zagraniczni lekarze mogliby nauczyć się od naszych?

Oczywiście. Myślę, że te rady mogliby przyjąć również koledzy z Polski :).  Za przykład podam lekarki weterynarii, które miały wielki wpływ na moje kompetencje, a także podejście do klienta i stosunek do pracy.

Podczas Praktyk Erasmus w Anglii uczyłam się pod okiem Agnieszki Żółtowskiej, której wiedza, autorytet, a także umiejętność zachowania zimnej krwi w stresujących sytuacjach wywarły na mnie głęboki wpływ.  Chciałam przywołać też dwie moje kursantki z angielskiego medycznego – Natalię Liberę, aktualnie stażystkę na anestezjologii w Liverpoolu i Emilię Klim – rezydentkę ECVD. To one swoim uporem, nienaganną postawą etyczną, motywacją, wybitnymi umysłami i tytaniczną pracą udowodniły mi, że oddając się czemuś w 100% i okazując sobie wzajemne wsparcie można spełniać swoje marzenia i stawać się elitą weterynarii.

Wszystkie te kobiety cechuje myślenie outside of the box, pasja, oddanie pracy i jasność umysłu, których może pozazdrościć im niejeden lekarz weterynarii. Miałam wielkie szczęście spotkać je na swojej drodze i takich nauczycieli życzę wszystkim.

W Anglii działamy bardziej algorytmowo i musimy stosować się do konkretnych planów leczenia np. bezwzględnego stosowania się do kaskady leków. Przepisanie alprazolamu czy fluoksetyny zwierzęciu w Anglii było dla mnie dużym wyzwaniem i musiałam uzyskać szereg zgód, zanim finalnie moja recepta została zrealizowana (nie były dostępne preparaty weterynaryjne z tymi substancjami aktywnymi). Zagranicznym kolegom mogłabym też przekazać kilka rad odnośnie umiejętności posługiwania się wodą utlenioną w celu wywoływania wymiotów i wywabiania krwi z sierści ;). Krąży w Anglii taki żart: Jak rozpoznać, że w lecznicy jest polski lekarz? Po butelce wody utlenionej na półce (w Wielkiej Brytanii stosuje się apomorfinę w tym celu). Polski lekarz poradzi sobie w każdych, nawet najtrudniejszych warunkach.

 

 

Wszystkich zainteresowanych szkoleniami Vetnolimits zapraszamy do kontaktu mailowego: info@vetnolimits.com lub przez formularz kontaktowy dostępny na stronie internetowej http://vetnolimits.com/

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia:

Z archiwum lek.wet. Natalii Strokowskiej

Opracowanie:

Małgorzata Kaczor

 

 

 

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci