ZNAJDŹ WETERYNARZA

czwartek, 28 października 2021
Zobacz:
stomatologianews

Kiedy właściciel znika za drzwiami – skutki pandemii oczami psa, kota i innych domowych zwierząt

Wakacje definitywnie zakończyły się. Na kolejne przyjdzie nam trochę poczekać. Pierwszego września oficjalnie rozpoczął się rok szkolny. Po długiej przerwie, wynikającej nie tylko z wakacji , ale przede wszystkim z okresu pandemii, dzieci i młodzież mogły wrócić do stacjonarnego nauczania. Myślę, że możliwość powrotu do szkoły, do rówieśników, nauczycieli i różnych form aktywności w realu ucieszyła przedstawicieli młodszych pokoleń . Rodzice też z pewnością odczuli ulgę, gdyż ostatnie miesiące w związku z koronawirusem nie należały do najłatwiejszych.

Czas pandemii z punktu widzenia zwierząt domowych

Z pewnością euforii dzieci i młodzieży z powrotu do zajęć stacjonarnych nie podzieliły ich zwierzęta. Nadal trudno jest pogodzić się czworonogom z tym, co wydarzyło się w ich życiu z początkiem września. Przecież ten cały czas pandemii z ich punktu widzenia wcale nie był taki zły, wręcz przeciwnie był ciekawy, atrakcyjny, korzystny dla wszystkich zainteresowanych stron.

Czworonogi mogły spędzać ze swoimi opiekunami zdecydowanie więcej czasu niż wcześniej. Zdalna praca i zdalna nauka zatrzymały większą część ludzkiego stada w domowym zaciszu. Zwierzęta nie były już same w ciągu dnia. Miały zapewnione towarzystwo praktycznie przez cały czas. Taki stan bardzo odpowiadał zwierzakom , zwłaszcza psom, które z natury są zwierzętami stadnymi i najlepiej czują się przebywając w grupie. Kotom początkowo trudniej było zaakceptować taki obrót spraw , ale większość z nich z czasem zaakceptowała dokonujące się zmiany, zwłaszcza, że obecność opiekunów w domu zaczęła przynosić im pewne dodatkowe profity, choćby częstsze karmienie.

A zatem można śmiało powiedzieć, że zacisze domowe w czasie pandemii i w okresie wakacji zostało prawdziwym „centrum dowodzenia” , w którym jednocześnie toczyło się życie zawodowe, prywatne domowników w towarzystwie czworonożnych rezydentów.

Czworonogi czuły się komfortowo, bezpiecznie, były zadowolone. Nie musiały już denerwować się każdym kolejnym wyjściem właściciela z domu. Nie były też skazane na wielogodzinną rozłąkę, samotne przesiadywanie w domu czy mieszkaniu. Opiekun był z nimi, faktycznie sprawował nad nimi osobiście opiekę. Poświęcał im czas na wspólną zabawę, nie szczędził pieszczot. Brał na kolana, przytulał, głaskał, wyprowadzał regularnie na spacery. Poza tym krzątał się po domu od rana do nocy , częściej też zaglądał do kuchni, lodówki i przygotowywał pyszne posiłki. Unoszący się po zaciszu domowym aromat gotowanej zupy czy pieczonego mięsa potrafił zwabić, uaktywnić nawet najbardziej leniwego osobnika. Zwierzęta podążały za zapachem do kuchni, licząc po cichu na coś dobrego. Właścicielom zdarzało się zgubić coś z talerza, czym wzbudzali jeszcze większe zainteresowanie czworonogów . Jednak najczęściej smakowite kąski trafiały z rąk opiekuna bezpośrednio do miseczki pupila, tak po prostu z sympatii. Niestety nadmiar dostarczanych kalorii szybko zaczął przekładać się nad nadliczbowe kilogramy zarówno u czworonoga, jak i u jego właściciela. Wiele zwierzaków przytyło, nabrało rubensowskich kształtów w ciągu ostatnich miesięcy. Ten wspólnie spędzony czas w domowym zaciszu z pewnością umocnił relację między zwierzakiem a właścicielem. Nic więc dziwnego, że zwierzęta jeśli tylko mogłyby, to zatrzymałyby tą nową przyjemną rzeczywistość na dłużej, a najlepiej na zawsze. Niestety życie bywa przewrotne i po okresie urlopu, izolacji, życia z ograniczeniami ,w zdalnym świecie nadszedł czas powrotu właścicieli do codzienności znanej sprzed pandemii, sprzed wakacji.

Wyjście opiekuna z domu traumatycznym przeżyciem dla psa, kota i innych czworonogów

Wrześniowe, masowe wyjścia opiekunów z domu nie przypadły do gustu zwierzętom, wręcz stały się dla nich traumatycznym przeżyciem. Ale powiem szczerze, że wcale nie dziwię się czworonogom. Przecież rezygnacja z czegoś dobrego zawsze jest trudna , a powrót do czegoś gorszego, mniej pozytywnego zawsze jest bezsensowny. Zwierzęta ,widząc to całe zamieszanie związane z powrotem do stacjonarnej nauki i pracy, momentalnie poczuły się nieswojo. W domu znowu zrobiło się nerwowo. Wszyscy w jednej chwili zaczęli wpadać w codzienny rytm, w którym zawsze obecna była pogoń, brak czasu i nadmiar emocji. Zbudowane w zwierzętach przez ostatnie miesiące poczucie bezpieczeństwa zachwiało się dość mocno. W ich życie wkroczył chaos, lęk, niepokój. Czworonogom trudno było odnaleźć się w tej dziwnej rzeczywistości . Przecież do tej pory było tak fajnie, miło, spokojnie, pożytecznie. Dlaczego więc zaszły te wszystkie zmiany i barwna , ciekawa, wspólna codzienność znowu stawała się taka szara, ponura, smutna, samotna, nerwowa ?

Najbardziej tą zmienność w codziennym życiu odczuły zwierzęta bardziej wrażliwe. Dla nich akceptacja zaistniałej sytuacji stała się wręcz niemożliwa. Znowu na pierwszy plan wysunął się lęk, niepokój, strach przed rozłąką z opiekunem. Wiele z tych zwierząt już z początkiem września próbowało przekonać właścicieli do zmiany decyzji, gdyż z ich punktu widzenia powrót domowników do pracy czy szkoły był zupełnie nieuzasadniony i niepotrzebny. Pozostałe czworonogi gdzieś tam nadal wierzyły, że ten sielankowy wspólny czas powróci, a ta cała sytuacja z samotnym pozostawaniem w domu jest tylko przejściowa. Tylko nieliczna grupa czworonogów pogodziła się z zaistniałą sytuacją.

Właściciele również zaczęli odczuwać pewien dyskomfort w obecności swoich czworonogów, gdyż zwierzęta nie ułatwiały im planowanego wyjścia z domu. Wręcz przeciwnie, okazywały niezadowolenie, smutek, przerażenie, gdy tylko domownicy zaczynali przygotowywać się do wyjścia do pracy czy szkoły. Większość zwierząt w takich momentach mocno uaktywniała się, podążała za opiekunami krok w krok, nie odstępowała ich nawet na moment. Założenie butów i dojście do drzwi wyjściowych stawało się nie lada wyzwaniem dla właścicieli. Opiekun patrząc na rozdygotanego emocjonalnie czworonoga, prezentującego cały wachlarz emocji, skaczącego, skomlącego, wpatrującego się w oczy swojego właściciela, zaczynał czuć się nieswojo i sam odczuwał lęk przed pozostawieniem pupila samego w domu. Poza tym widniejący smutek w oczach zwierzaka potrafił rozczulić nawet największego twardziela. Właściciel zaczynał mieć wątpliwości, wyrzuty sumienia. Wiedział , że musi wyjść z domu, ale z drugiej strony martwił się o swojego podopiecznego, który ewidentnie nie radzi sobie z tą sytuacją. W efekcie emocje zwierzaka udzielały się opiekunowi, co doprowadzało do stanu, że właściciel będąc w pracy czy szkole cały czas myślał o swoim zwierzaku, o tym, co dzieje się z nim w czasie jego nieobecności. Sytuacja taka na dłuższą metę zawsze jest trudna, mocno obciążająca opiekuna i z pewnością nie wpływa owocnie na efektywność jego pracy. Co zatem zrobić, by wyjścia z domu nie były traumatycznym przeżyciem dla zwierzaka?

Co zrobić, by wyjścia z domu nie były traumatycznym przeżyciem dla naszego psa i kota?

Z punktu widzenia właściciela trzeba przede wszystkim trzeba zachować spokój, zapanować nad swoimi emocjami i spróbować znaleźć właściwe rozwiązanie. Trzeba pamiętać o tym , aby do każdego czworonoga podchodzić zawsze indywidualnie. Oczywiście jest pewien ogólnie przyjęty schemat działania, by przyzwyczaić psa czy kota do samodzielnego pozostawania w domu, ale w niektórych przypadkach, zwłaszcza jeśli chodzi o zwierzęta bardziej wrażliwe, trzeba zrobić o wiele więcej niż jest w schemacie.

Przede wszystkim trzeba nauczyć zwierzę samodzielnego pozostawania w domu. Im wcześniej zaczniemy to praktykować , tym lepiej. Trzeba pokazać czworonogowi, że nieobecność opiekuna w domu jest sytuacją przejściową , zupełnie naturalną, normalną. Po każdym wyjściu przecież właściciel wraca. Na ogół są to wyjścia i powroty o stałych porach, które można dobrze wkomponować w stały harmonogram dnia pupila. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale zwierzęta najlepiej funkcjonują w określonym rytmie dobowym, w którym pewne czynności powtarzają się w określony sposób i w określonym czasie. Niestety sytuacja związana z pandemią, wakacjami zaburzyła dość mocno codzienny harmonogram zwierząt domowych . Właściciele często przez dłuższy czas nie wychodzili z domu, a jeśli już wychodzili, to najczęściej zabierali ze sobą swoje czworonogi. Nic więc dziwnego, że zwierzęta każdą kolejną próbę pozostawienia ich w domowym zaciszu mocno oprotestowywały.

A zatem zwierzę należy zacząć stopniowo zostawiać samo w domu. Najlepiej jeśli rozłąka z opiekunem będzie praktykowana małymi krokami. Oznacza to, że każdego dnia ( bez względu na to, czy jest to dzień tygodnia czy weekend) zwierzę musi mieć okazje ku temu, by pobyć w pojedynkę. Rozpoczynamy pracę ze zwierzakiem od krótkich wyjść z domu- takich kilkuminutowych. Z czasem rozłąkę wydłużamy o kolejne minuty, kwadranse, godziny. Czas pogłębiania rozłąki z czworonogiem zależy od czynionych przez niego postępów. Po powrocie zawsze chwalimy zwierzę. Takie stopniowe oswajanie psa z samotnością pozwala mu lepiej zrozumieć całą tą sytuację, ogranicza w dużym stopniu stres, pozwala wytworzyć w jego głowie pozytywne skojarzenia. Takie zwierzę zaczyna akceptować sytuację, gdyż właściciel co prawda wychodzi, ale też wraca i dodatkowo nagradza w odpowiedni sposób swoją nieobecność podając smakołyk, głaszcząc czy zabierając je na długi spacer.

Należy unikać wylewnych pożegnań i późniejszych powitań z pupilem. Trzeba działać w określony sposób, bez nadmiaru emocji, bez wpatrywania się w oczy czworonoga, bez zbędnego tłumaczenia zaistniałej sytuacji związanej z wyjściem z domu. W ten sposób zwierzak nie będzie miał „punktu zaczepienia” w osobie, w emocjach opiekuna. Nauka pozostawiania zwierzaka w domu to regularny trening, podobnie jak przyswajanie komend, chodzenie na smyczy czy załatwianie potrzeb w wyznaczonych miejscach. Na efekt końcowy, sukces trzeba będzie poczekać.

Właściciele często w akcie desperacji zaczynają szukać kogoś do pomocy, kto zostanie w domowym zaciszu ze zwierzakiem na czas ich nieobecności. Niestety znalezienie kogoś wśród rodziny, znajomych, sąsiadów na etat nie jest łatwe, gdyż mało kto jest tak dyspozycyjny czasowo, by móc na stałe zająć się czworonogiem. Kiedy więc poszukiwania niani dla zwierzaka kończą się fiaskiem, właściciel na ogół próbuje tak przeorganizować swój dzień, by móc jak najwięcej czasu spędzać w domu ze swoim podopiecznym. Niektórzy opiekunowie decydują się nawet na zabieranie swoich zwierzaków ze sobą do pracy, na spotkania o charakterze służbowym, prywatnym czy nawet na zakupy. Osobiście nie popieram tego typu działań. Uważam, że postępując w ten sposób mocno dezorganizujemy życie swoje i pupila. Znacząco ograniczamy zwierzakowi swobodę bycia i życia jako jednostki. Zwierzę przebywając cały czas z opiekunem traci swoją dozę niezależności, zbyt mocno przywiązuje się do właściciela, a to z czasem może negatywnie wpłynąć na życie pupila , w tym na jego późniejszą relację z opiekunem i otoczeniem.

Zwierzę zbyt mocno przywiązane do opiekuna staje się problematyczne. Nie potrafi funkcjonować bez człowieka. Staje się zaborcze, zazdrosne o właściciela. Każda sytuacja bez opiekuna, choćby spowodowana jego nagłym wyjazdem, pobytem w szpitalu jest dla podopiecznego traumatycznym przeżyciem, bardzo stresującym, zupełnie nie do zaakceptowania. W efekcie pozbawione opieki opiekuna zwierzę zaczyna działać zupełnie po omacku. W silnym stresie przejawia szereg nietypowych zachowań, stając się jednocześnie realnym zagrożeniem dla siebie i najbliższego otoczenia. Nasilają się problemy natury behawioralnej, w tym zachowania typowe dla lęku separacyjnego, z którymi zwierzę miało już styczność wcześniej, zanim zaczęło na stałe towarzyszyć właścicielowi w codziennym życiu. Nadmierna wokalizacja, niszczenie przedmiotów czy brudzenie w domowym zaciszu to najczęstsze problemy obserwowane w okresie separacji zwierzaka od właściciela. Część zwierząt może pójść jeszcze krok dalej i może zacząć przejawiać zachowania agresywne, nie tylko wobec innych, ale i wobec siebie. Takie czworonogi potrzebować będą specjalistycznej pomocy: lekarza weterynarii, behawiorysty oraz wsparcia ze strony opiekuna, by odzyskać równowagę emocjonalną, zagubioną dawno temu przez zbyt opiekuńcze działanie właściciela.

Istotne jest również to, aby opiekun nie premiował lęków u swojego pupila. Premiowanie lęków niestety jest dość często praktykowane przez właścicieli w sytuacjach , gdy zwierzak okazuje zdenerwowanie, strach, wpada w panikę. Wielu właścicieli myśli, że pocieszając zwierzę uspokaja je. Niestety efekt końcowy takiego działania jest zupełnie inny. Zwierzęta są inteligentne i wykorzystują zaistniałą sytuację. Szybko uczą się, że jeżeli w obecności opiekuna zaczną okazywać niepokój, to właściciel niezwłocznie poświęci im uwagę i czas. Zacznie je uspokajać, głaskać, przytulać- wszystko zadzieje się po to, by ograniczyć ich stres i wyciszyć negatywne emocje. Zwierzęta szybko zrozumieją, że każda z pozoru trudna sytuacja w ich życiu stawiać będzie właściciela na równe nogi i będzie dla nich korzystna . Zaczną więc częściej, intensywniej, bardziej obrazowo sygnalizować opiekunowi swój dyskomfort, choćby w momencie zbliżającej się rozłąki, tuż przed wyjściem z domu do pracy czy szkoły. Jeśli osiągną zamierzony cel, to będą szczęśliwe i będą podejmowały kolejne takie działania, kiedy zajdzie taka konieczność .

Osobiście uważam, że premiowanie lęków u zwierząt przez właścicieli jest czymś złym, bardzo złym. Zawsze prowadzi w niewłaściwym kierunku, jeszcze bardziej nasila istniejący problem. Jednocześnie traci na tym relacja pomiędzy zwierzakiem a opiekunem. Zwierzę czując się coraz pewniej, widząc korzyści ze swojego zachowania, staje się coraz bardziej roszczeniowe wobec opiekuna, domaga się jego uwagi, czasu tylko dla siebie. Próbuje nawet przejmować kontrolę nad ludzkim stadem, a kiedy natrafia na opór ze strony opiekuna to wyraźnie okazuje swoje niezadowolenie, a to już iskra do wywołania kolejnej sytuacji kryzysowej w relacji z właścicielem .

Jak nauczyć psa i kota pozostawania w domu na czas naszej nieobecności?

Dlatego gdy czujemy, że sytuacja wymyka się nam spod kontroli i nie wiemy jak poradzić sobie z czworonogiem, jak nauczyć go pozostawania w domu na czas naszej nieobecności, to skontaktujmy się ze specjalistą- behawiorystą. Umówmy się na konsultację, powiedzmy głośno o problemie, o swoich obawach, o zachowaniu zwierzaka. Taka fachowa pomoc jest na wagę złota, gdyż specjalista z pewnością dostrzeże wiele istotnych szczegółów, które na co dzień tkwią w: samym zwierzaku, otoczeniu, sytuacji, postawie właściciela. Behawiorysta opracuje odpowiedni program zaradczy, z którym zdecydowanie łatwiej i szybciej przyjdzie uporać się z problemem natury emocjonalnej u danego zwierzaka.

Niestety w Polsce nadal właściciele zwierząt mało chętnie korzystają ze wsparcia specjalisty, próbując pracować ze zwierzakiem na własną rękę lub żyjąc nadzieją , że problem rozwiąże się sam. Otóż problem sam nie zniknie. Może utrzymać się , albo może nasilić się jeszcze bardziej. Może przejść w nawyk, z którym walka zawsze jest nierówna, trudna i czasochłonna. Dlatego nie warto czekać. Trzeba pomóc zwierzakowi odzyskać równowagę wewnętrzną, by pozbył się lęku, strachu w danej sytuacji, by potrafił sam zostać w domu. W przeciwnym razie zwierzak będzie żył w ciągłym, przewlekłym stresie, który będzie pustoszył duszę i ciało czworonoga , niekorzystnie wpływając na jego zdrowie fizyczne i psychiczne. A przy okazji zaistniała sytuacja będzie powodem ciągłej frustracji właściciela.

 

Autor:

Dagmara Mieszkis-Święcikowska

Lekarz weterynarii/ behawiorysta

 

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci