ZNAJDŹ WETERYNARZA

czwartek, 18 Październik 2018 Wersja beta
Zobacz:
stomatologianews

Moja tajna broń – akupunktura

Rozmowa z Marleną Warchał, właścicielką Centrum Rehabilitacji i Akupunktury Zwierząt FIZJO-WET.

 

Czy zawsze chciała Pani zajmować się fizjoterapią zwierząt? Dlaczego właśnie ta dziedzina jest tak interesująca? 

Właściwie od zawsze swoją przyszłość wiązałam z pracą ze zwierzętami, więc wszystko przyszło bardzo naturalnie. W 2004 roku wyjechałam na praktyki do jednej z niemieckich stajni sportowych i to tam po raz pierwszy zetknęłam się ze środowiskiem zoofizjoterapeutów, chiropraktyków i akupunkturzystów, którzy zaszczepili u mnie tą żyłkę. To był dla mnie bardzo fascynujący czas, mogłam przyglądać się  z bliska jak w globalny sposób nasi  zachodni sąsiedzi podchodzą do sportu i konia wyczynowego oraz jak efektywne są alternatywne metody leczenia i rehabilitacja. U nas w kraju w tym czasie takie zawody były abstrakcją, więc niepocieszona wróciłam do kraju, rozpoczęłam studia i szukałam źródeł, dzięki którym mogłabym zacząć się realizować. W 2010 roku uzyskałam tytuł zoofizjoterapeuty i od tego czasu mogłam czynnie rozwijać swoją pasję pracując z pacjentami.  Z  tej pasji właśnie, urodził się  FIZJO-WET Centrum Rehabilitacji i Akupunktury Zwierząt.

 

Kto w tej pracy stanowi większe wyzwanie – pacjent czy jego właściciel? Czy właściciele zwierząt chętnie zgłaszają się po pomoc, czy łatwo jest ich zaangażować w proces rehabilitacji?

Dobre pytania. Właściwie odpowiedź jest bardzo indywidualna. Są zwierzęta, które współpracują w niewiarygodny sposób, wykazując anielską cierpliwość podczas wykonywanych zabiegów i ćwiczeń, ale zdarzają się również i takie, z którymi trzeba wypracować sposób pracy, poświęcić im nieco więcej energii czy zmodyfikować program rehabilitacji tak, by mimo pewnych trudności osiągnąć zamierzony cel i efekt. Porozumienie i współpraca z właścicielem czworonoga jest równie istotną, o ile nie najważniejszą częścią, ponieważ to on spędza ze swoim pupilem większość doby, a rehabilitacja najczęściej nie kończy się na wizycie w gabinecie. Dlatego zawsze podkreślam od początku, że w trakcie takiej protokolarnej rehabilitacji niezbędne jest zaangażowanie właściciela, a efekt końcowy to nasza wspólna, zespołowa praca. Zresztą, często właściciele dostają „zadanie domowe” do odrobienia. Na szczęście w większości przypadków opiekunom zależy na efektywnej rehabilitacji i chętnie angażują się w odrabianie lekcji.

 

Z jakimi pacjentami najczęściej Pani pracuje?

Pracuję zarówno ze zwierzętami jak i ludźmi. Jeśli chodzi o zwierzęta, można powiedzieć, że wyspecjalizowałam się w rehabilitacji pacjenta neurologicznego. Zdecydowanie tacy pacjenci są najczęstszymi gośćmi w moim gabinecie. Zwykle są to pacjenci z porażeniami i niedowładami kończyn, po zabiegach neurochirurgicznych, niezborni ruchowo, ale także pacjenci z epilepsją, zespołem przedsionkowym, poudarowi. Miewam również pacjentów z bólami fantomowymi i wieloma innymi zaburzeniami i tu  z wieloma sukcesami wykorzystuję moją tajną broń – akupunkturę.

 

Czy trudno jej się nauczyć? Czy trzeba mieć jakieś predyspozycje do zajmowania się  akupunkturą?

Akupunktura w kanonach Tradycyjnej Medycyny Chińskiej wymaga przede wszystkim długich lat nauki i zrozumienia jej zasad. Ta wiedza jest tak obszerna, że bez znajomości jej filarowych zasad w oparciu o całą filozofię, pewnych rzeczy się nie zrozumie się i nie przeskoczy, co nieudolnie próbują zrobić autorzy weekendowych kursów. Moim zdaniem takie nauczanie nie ma ani racji bytu, ani nie można po takich spotkaniach oczekiwać większych sukcesów w praktyce klinicznej.

Najważniejszą i nadrzędną predyspozycją jest wiedza, sprawne dłonie i dobra intencja. Żeby zająć się akupunkturą w kanonach tradycyjnej chińskiej medycyny, trzeba też  nieco zmienić model myślenia. Niektórym ciężko przestawić się z wiedzy akademickiej, protokolarnej (szczególnie lekarzom), na nieco subtelniejszy, bardziej filozoficzny i globalny sposób myślenia. Dobry akupunkturzysta powinien być nie tylko dobrze wyedukowany, ale powinien być  również dobrym obserwatorem, i mieć tzw. dobry feeling, bo my, akupunkturzyści, nie bazujemy wyłącznie na tym co można zobaczyć, ale równie istotnym jest zmysł czucia.

 

Gdzie można nauczyć się akupunktury? Czy ma Pani swojego mentora, który inspiruje Panią w wykorzystywaniu tej metody?

Najlepiej w świecie.W Polsce nie ma na dzień dzisiejszy żadnej szkoły, która kształciłaby akupunkturzystów weterynaryjnych.  Ja uczę się tej sztuki, nieprzerwanie od 8 lat, a moimi mentorami są nauczyciele z Chin, Izraela i Wielkiej Brytanii. Mentorów mam wielu, można powiedzieć, że każdy mój nauczyciel stał się po trochu moim mentorem ucząc mnie różnych technik i wykorzystania różnych mikrosystemów w praktyce klinicznej. Każdemu z nich jestem wdzięczna za wniesioną wiedzę, ponieważ w swojej praktyce klinicznej, dzięki niemu mogę skuteczniej komponować swoją receptę.

 

Jaki jest stosunek środowiska lekarzy weterynarii do akupunktury? Jak to wygląda w Polsce, a jak na świecie? 

U nas w kraju, na dzień dzisiejszy, dość zachowawczy. Na zachodzie, w Skandynawii, w USA, czy w Australii wygląda to inaczej, często sami lekarze sięgają po wschodnie metody w swojej praktyce wykorzystując wiedzę akademicką i wschodni punkt widzenia w sposób zintegrowany, co daje duże pole manewru. W Polsce można takich lekarzy policzyć na palcach jednej ręki, na drugiej ręce zoofizjoterapeutów, niestety. Natomiast w zachodniej Europie, w Skandynawii, USA i Australii pomimo, iż medycyna chińska i profesja jaką jest akupunktura nadal są dość niszowe z perspektywy zachodniej medycyny, dostępność do tego typu usług oraz aprobata środowiska weterynaryjnego jest znacznie większa. Przyznam, że wcale mnie to nie dziwi. Tak już jesteśmy skonstruowani – boimy się tego, czego nie znamy, a dostęp do tego typu wiedzy jest w Polsce utrudniony. Jednak patrząc na to, w jak dynamiczny sposób akupunktura zyskuje uznanie w kręgu środowisk lekarskich i staje się coraz częstszym narzędziem w rękach fizjoterapeutów (mam na myśli ludzkich lekarzy i rehabilitantów), myślę że to tylko kwestia czasu. Dlatego uważam, że istnieje duża potrzeba popularyzacji tej metody w weterynarii. Jak dobrze pójdzie i uda się zrealizować nasze plany to w 2019 roku ruszy w Polsce pierwsza szkoła akupunktury weterynaryjnej, dedykowana lekarzom weterynarii i średniemu personelowi medycznemu (technikom, zoofizjoterapeutom). Ku mojej wielkiej radości, we wrześniu 2019 roku na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu ma się odbyć Międzynarodowy Kongres dotyczący Chińskiej Medycyny w weterynarii, organizowany przez IVAS – International Veterinary Acupuncture Society. Widzę, więc dużą nadzieję na rozwój tej dziedziny i u nas w kraju.

 

Jaką rolę akupunktura odgrywa w procesie rehabilitacji zwierząt?

Z perspektywy terapeuty uważam , że bardzo istotną szczególnie w ujęciu medycyny zintegrowanej. Akupunktura poza działaniem lokalnym działając analgetycznie, uwalniając z napięć, ma również bardzo globalny wpływ na homeostazę całego organizmu. Protokolarna rehabilitacja ma w tym zakresie pewne ograniczenia.

 

Dla jakich pacjentów jest wskazana, a kiedy nie jest wskazana?

Lista wskazań jest bardzo długa. Zaczynając od  schorzeń dotyczących układu ruchu, patologiach neurologicznych, schorzeniach systemowych i na zaburzeniach emocjonalnych, psychosomatycznych kończąc.

Należy pamiętać, że niegdyś w Chinach TCM to była jedyna funkcjonująca medycyna i leczono się  tylko w ten sposób. To jest system leczenia, jeden z najstarszych w historii ludzkości. Oczywiście na przestrzeni tych przeszło dwóch tysięcy lat, system ten rozbudował się, ewoluował  i dzięki szerokim możliwościom diagnostycznym, został lepiej poznany na poziomie naukowym.

Przeciwwskazań do zabiegów jest tak naprawdę niewiele, jeśli terapeuta wie co robi. Do głównych należą: hemofilia, niektóre rozległe dermatozy, wysoka gorączka bez poznanej przyczyny, pacjenci bardzo wyczerpani np. w przebiegu wyniszczającej choroby nowotworowej, z niestabilnymi funkcjami życiowymi – wówczas trzeba zachować ostrożność.

 

Jakie jest podejście właścicieli zwierząt do tej metody, czy łatwo ich przekonać do wykorzystania akupunktury w leczeniu ich pociech?

Najczęściej trafiają w moje ręce zwierzęta, którym medycyna protokolarna nie była w stanie już pomóc, wówczas nie muszę nikogo przekonywać, ponieważ sami chcą próbować. To dla nich tzw. „ostatnia deska ratunku”. Jednak zauważam też pewną tendencję wzrostową w świadomości właścicieli zwierząt. Ludzie zaczynają dostrzegać, że poza metodami akademickimi, naturalna medycyna  też stanowi potężne oręże w drodze powrotu do zdrowia i że jedno drugiego nie wyklucza, a wręcz przeciwnie – może stanowić doskonałe wsparcie.

 

Jaki był najtrudniejszy przypadek z którym miała Pani do czynienia?

Emocjonalnie – jednym z najtrudniejszych przypadków było dla mnie kilkutygodniowe szczenię Pinczera miniaturowego. Ciastek – piesek ważący kilkadziesiąt gramów, padł ofiarą kilkukilogramowego Yorka, który zacisnął swoje szczęki na maleńkim ciałku, na wysokości splotu barkowego. Porażony był zarówno spastycznie, jak i wiotko w przebiegu przerwania ciągłości rdzenia kręgowego. Był tak malutki, że nie sposób było wykonać u niego szczegółowej diagnostyki obrazowej, bo najzwyczajniej by jej nie przeżył, a samo zdjęcie RTG nie dało nam jednoznacznej odpowiedzi w jakim stanie jest rdzeń. Pomimo ogromnej woli walki o zdrowie i życie Ciastka, widocznego progresu w łamaniu spastyki i pionizacji, uszkodzenie było na tyle rozległe, że zaburzało termikę ciała. Maluch funkcjonował wyłącznie pod lampą kwoką, bez niej temperatura ciała spadała drastycznie. Dopiero pośmiertnie udało się ustalić, że ciągłość rdzenia została przerwana. To była  historia bez happy endu.

Klinicznie zaś, najtrudniejszym przypadkiem z niewiarygodnym sukcesem był fundacyjny pies – Gomez. Gomez to młody, silny, średniej wielkości pies, który od dłuższego czasu był podopiecznym fundacji. Z dnia na dzień, bez znanej przyczyny przestał chodzić, zwiotczyło mu wszystkie mięśnie, łącznie ze strunami głosowymi, pies nie był w stanie podnieść nawet głowy. Pełna diagnostyka obrazowa i szczegółowe badania, konsultacje z wieloma specjalistami nie dały odpowiedzi na to co jest przyczyną jego stanu, a próby leczenia nie przyniosły żadnych skutków. Rokowania po dwóch tygodniach od zaistniałej sytuacji były wręcz  fatalne, dlatego fundacja postanowiła zawalczyć o Gomeza sięgając po alternatywne metody. Nie obiecywałam gruszek na wierzbie, brak protokolarnej diagnozy i pierwszy taki nietypowy przypadek w mojej praktyce sprawił, że było to dla mnie nie lada wyzwanie.  Proszę sobie wyobrazić, że już w dniu pierwszego zabiegu, kilka godzin po akupunkturze, dostałam informację, że Gomez podniósł się  do pozycji siedzącej. Kontynuowaliśmy, więc zabiegi akupunktury i po niespełna trzech dniach Gomez zaczął chodzić o własnych siłach. Oczywiście kontynuowaliśmy rehabilitację jeszcze jakiś czas, aby odbudować zaniki mięśniowe, ale po tych kilku zabiegach akupunktury, śmiało można powiedzieć, że odzyskał on pełną sprawność i w końcu mógł głośno obszczekać pozostałych pacjentów. Teraz Gomez czeka na swój ukochany dom (więcej informacji w Fundacji Zwierzęca Arkadia).

 

 

 

 

Zainteresowane osoby zapraszamy do kontaktu poprzez Facebook

https://www.facebook.com/fizjowet/

 

 

 

 

Opracowanie:

 Małgorzata Kaczor

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci